Translate

poniedziałek, 2 listopada 2015

Storczyki do hydroponiki-część trzecia (podsumowanie)

W tym poście chciałbym podsumować najważniejsze informacje dotyczące uprawy storczyków w hydroponice oraz zwrócić uwagę na kilka nowych aspektów.

Dekalog hydroponiki
1. Woda musi być jak najlepszej jakości-destylowana, RO, deszczowa. Kranówka się nie nadaje.
2. Wskaźnik poziomu wody powinien wskazywać po podlaniu optimum, a kiedy spadnie do minimum, wody dolewamy.
3. Co najmniej raz w miesiącu trzeba całkowicie wymienić wodę w osłonce na czystą. Lepiej jednak ten zabieg przeprowadzać częściej-raz w tygodniu.
4. Jeśli na granulacie pojawią się wykwity soli mineralnych, trzeba go bezwzględnie przepłukać czystą wodą, żeby rozpuścić nadmiar nawozów. Świeżo kupiony keramzyt również płuczemy-przez tydzień, wymieniając wodę codziennie.
5. Roztwór nawozu powinien być bardzo słaby, na poziomie maks. 150 mikroS (ok. 75 ppm). Używamy nawozów wysokoazotowych (azot w formie azotanowej), najlepiej dolistnie. Poza okresem wzrostu nie nawozić.
6. Utrzymujemy poziom wody przez cały rok. Nawet rośliny typowo przechodzące suchy okres spoczynku trzymamy w czystej wodzie (bez nawozu). Trzeba zwrócić uwagę na "zimne" parapety, np. granitowe-na takich trzeba pod każdą doniczkę podłożyć np. styropian lub tekturę, żeby je odizolować.
7. Jeśli po przeniesieniu do hydroponiki korzenie gniją, nie należy ich usuwać, tylko kilkukrotnie przepłukać podłoże wodą.
8. Tuż po posadzeniu można w miarę możliwości wystawiać rośliny na deszcz, żeby mieć pewność, że wszelkie sole z granulatu zostaną wypłukane.
9. Zestaw do hydroponiki obejmuje osłonkę, ażurowy wkład, wskaźnik poziomu wody i granulat (keramzyt). Wkład można wykonać samemu, dziurawiąc w odpowiedni sposób zwykłą doniczkę.
Wskaźnik nie jest niezbędny-ja zaznaczam permanentnym markerem optymalny poziom wody z boku doniczki (około 2 cm od dna). Podlewanie potem jest bardziej kłopotliwe, bo trzeba za każdym razem wyjąć wkład z osłonki i sprawdzić, jaki jest poziom wody (rozwiązanie to przezroczysta osłonka).
10. Porzucić wszelkie prawdy objawione dotyczące uprawy storczyków :)

Zachęcam do eksperymentowania! Na początku z 1-2 roślinami, żeby w razie niepowodzenia nie być rozczarowanym. Ale przestrzegając powyższych zasad powinno pójść jak z płatka. Swoją pierwszą roślinę wsadziłem do hydroponiki 9 września tego roku, była to Stanhopea tigrina w kiepskim stanie z powodu przenawożenia. Wszystkie liście w plamach, a korzenie martwe. Teraz, po 1,5 miesiąca w hydroponice, odrzuciła 2 z 3 starych liści, a nowy przyrost cieszy oczy soczystą zielenią. I to bez plam! Obecnie uprawiam hydroponicznie około 60 okazów, pozostałe w mchu albo na podkładkach. Zupełnie odszedłem od kory. Ale żeby eksperyment z hydroponiką się udał, trzeba mieć nieograniczony dostęp do świetnej jakościowo wody, a jedyny na to sposób to filtr odwróconej osmozy. Odkąd go zamontowałem, moje storczykowe życie wywróciło się do góry nogami. Mimo że storczyki nawożę tylko dolistnie bardzo słabym roztworem (40 mikroS przy nawozie wieloskładnikowym i 100 mikroS przy saletrze), to i tak keramzyt, zwłaszcza w pierwszym okresie po posadzeniu rośliny, wymaga częstego płukania. Wszystko to kontroluję przy pomocy konduktometru. Keramzyt jako podłoże ma doskonałe właściwości, nie rozkłada się, jest obojętny chemicznie (po wypłukaniu), zatrzymuje dużo powietrza. Jednak ma niemal zerową pojemność buforową, dlatego nawozić trzeba z wielką ostrożnością. Bez miernika TDS lub konduktometru nie odważyłbym się nawozić storczyków w hydroponice. Przed rozpoczęciem swojej przygody z tym sposobem uprawy radzę dobrze przemyśleć, czy hydroponika to dobra opcja. Rezultaty są świetne, jednak najpierw trzeba ponieść pewne towarzyszące wydatki, aby na dłuższą metę takie rozwiązanie się sprawdzało. Za kilka miesięcy podzielę się kolejnymi refleksjami dotyczącymi uprawy storczyków w hydroponice.




środa, 21 października 2015

Storczyki oczami Marka Siwika-część druga

Poniższy tekst pochodzi z forum orchidarium.pl i został opublikowany na blogu za zgodą jego autora, Marka Siwika. Pisownia oryginalna.

Storczyki potrzebują podłoża. Po to by nie plątały nam się luzem po parapecie. I w zasadzie to jedyny powód. Podłoże moim zdaniem nie ma większego znaczenia. Sprawdza się keramzyt, styropian, grodan, kora, mech. Podłoże może być drobne ale mogą być grubsze kawałki. Widziałem katleje uprawiane w plastikowych pojemnikach całkiem bez podłoża z pięknymi korzeniami. To jakiego podłoża użyjemy zależy od naszych preferencji i umiejętności ich w nim nawadniania.
Każde podłoże po jego namoczeniu stopniowo wysycha. Część wody pobiera roślina ale sporo odparowuje. Odparowanie następuje na powierzchni podłoża a z głębi doniczki na powierzchnię, kapilarami podsiąka woda. Odparowując pozostawia to co było w niej rozpuszczone i na powierzchni podłoża stopniowo odkładają się sole. To te odkładające się sole są odpowiedzialne za zamieranie młodych korzeni a czasami pędów kwiatowych i młodych przyrostów. W szklarni tego nie widać bo sole są spłukiwane gdy lejemy wodą z góry. W doniczkach nie mamy takiej możliwości i na dodatek wody odparowuje więcej bo na parapetach jest niższa wilgotność powietrza niż w szklarni. Jeżeli jesienią, na początku sezonu grzewczego nie wypłuczemy solidnie podłoża z używanych latem nawozów to około listopada/grudnia mogą nam zamierać rośliny bo przy podstawach naszych storczyków zasolenie silnie wzrośnie. Już trzeci raz wymieniam jesienią podłoże na solidnie wypłukane i skończyły się jesienne kłopoty z korzeniami. Po falenopsisach które mam w biurze widzę, że najlepszą metodą podlewania w korze jest – opisane na tym forum (http://www.orchidarium.pl/rodzaje/index.html - phalaenopsis) namaczanie całej bryły korzeniowej przez godzinę. Oprócz namaczania następuje także płukanie.
Wody storczyk ma mieć dużo. I ma być dostępna dla roślin. Dostępna – to znaczy tak czysta, żeby storczyk mógł ją wypić. Sam używam do hydroponiki wodę z filtra odwróconej osmozy. Ale w pracy do nawadniania falenopsisów używam kranówki przepuszczonej przez filtr Brita. I falenopsisy dobrze na niej rosną. Woda ta ma przewodnictwo blisko 500µS, które po przefiltrowaniu spada do ok. 400µS. Widocznie zawarty w wodzie wapń im nie przeszkadza. Falenopsis w typowej doniczce po godzinnym moczeniu całej bryły korzeniowej waży o 80-90g więcej niż przed moczeniem i całą tą wodę zużywa w 2-3 dni. Doniczka jest już lekka ale korzenie nie całkiem srebrne. Ja moczę je zazwyczaj 3x w tygodniu ale na innym parapecie może to trwać dłużej. Dodatek nawozu na poziomie 80µS sprawia, że czas wypijania wody z nawozem wydłuża się o połowę i doniczka wymaga moczenia dopiero po 4-5 dniach. Niby niewiele a jednak dostępność wody z nawozem jest wyraźnie gorsza niż tej bez nawozu. Tak traktowane falenopsisy trzymam w ciężkich osłonkach. Osłonki nie powodują gnicia korzeni gdy podłoże jest dobrze wypłukane no i falenopsisy nie wywracają się i nie łamią. Tylko jeżeli osłonka jest ściśle dopasowana do doniczki godzinę później usuwam resztki wody. Gdy osłonka jest luźna nie ma takiej potrzeby. Tak traktowane falenopsisy bezproblemowo rosną i dwa razy w roku wydają nowe kwiatostany.
Podobnie dzieje się w hydroponice. Jeżeli podaję pożywkę z nawozem na wodzie RO, to przy 200µS część storczyków przestaje pobierać wodę a przy 300µS praktycznie wszystkie już nie piją. Za każdym razem czystą wodę pobierają silnie a zbyt stężonych roztworów nawozów nie chcą. Woda w której przewodnictwo jest spowodowane dolomitem roślinom nie szkodzi. Myślę, że każdy storczykomaniak powinien sobie sprawić konduktometr lub TDS aby kontrolować zasolenie wody i odcieku po moczeniu storczyków. Najtańsze TDSy można już kupić w sieci poniżej 60zł razem z przesyłką i myślę, że wydatek ten się zwróci.
Dlatego (przynajmniej na jakiś czas) przestałem rok temu nawozić doglebowo. Obecnie nawożę wyłącznie dolistnie. Spryskuję rośliny nawozem 2-3 razy w tygodniu. Jakiś czas temu znalazłem ten artykuł http://www.firstrays.com/PDF/What_Do_Orchids_Eat.pdf . Przeczytałem i zrobiłem sobie 10% roztwór saletry amonowej. Początkowo spryskiwałem wyłącznie saletrą stosując jej 1cm³/litr wody. Po ok.3 miesiącach zacząłem co trzeci raz używać Florowitu w takim samym rozcieńczeniu a od września zwiększyłem dawki tych nawozów do 2cm³/litr. Myślę, że wrócę do tych mniejszych dawek oraz do podawania nawozów również do pożywki ale tylko roślinom silnie ukorzenionym i w danej chwili rosnącym. Jeżeli chodzi o sam artykuł – chociaż się sprawdziło to nadal mam wątpliwości czy azotu jednak nie za dużo a czas stosowania jest zbyt krótki by mieć pewność.





niedziela, 18 października 2015

Storczyki do hydroponiki-część druga

Napiszę straszną herezję: storczyki wcale nie muszą przesychać między podlewaniami. Więcej-jeśli mają stały dostęp do wody, rosną o wiele lepiej. Sprawdziłem to na "skórze" moich storczyków, wtedy jeszcze uprawianych w korze. Przez cały sezon wegetacyjny na podstawce stała woda (na poziomie 2-3 cm). Efekty mnie zaskoczyły. Potem jednak przyszło zderzenie z rzeczywistością, bo na liściach pojawiły się tajemnicze plamy. Wirus, grzyb, bakteria? Otóż nie. Zaburzenia fizjologiczne. Rośliny zostały przeze mnie przenawożone. Radośnie pompowałem w nie nawóz w nadziei na lepszy wzrost i rychłe kwitnienie. Ale bardzo się pomyliłem.

Uprawa hydroponiczna ma tą przewagę nad uprawą w korze czy jakimkolwiek innym substracie, że użyty w niej granulat nie ulega rozkładowi. Jest czysty i estetyczny. Poza tym odpada kłopot z podlewaniem polegającym na namaczaniu, przelewaniu, spryskiwaniu... To ogromna oszczędność czasu. Nie wspomnę o lepszych efektach uprawy. Żeby to się udało, woda musi mieć odpowiednią jakość. Rośliny w hydroponice trzeba podlewać wodą o jak najlepszych parametrach: destylowaną, z filtra RO lub deszczówką zebraną w czasie długotrwałych opadów. Tylko takie postępowanie daje szansę na sukces. Drugą niezwykle ważną kwestią jest nawożenie: po przeniesieniu storczyka z kory do hydroponiki przez co najmniej kilka miesięcy (do roku) trzeba go "przegłodzić". Literalnie zero nawozu. W tym czasie mógłby on przynieść więcej szkody niż pożytku. Z autopsji wiem, że pokusa jest wielka, ale trzeba się powstrzymać i dać roślinie odetchnąć.

Przychodzi moment, kiedy trzeba wznowić nawożenie. Ogólna zasada jest taka, niezależnie od sposobu uprawy: korzystamy z roztworów BARDZO ROZCIEŃCZONYCH. Absolutne maksimum to 150 mikroS (znowu przyda się miernik TDS), ale bezpieczniej stosować roztwory o mniejszej przewodności. Zamiast lać do osłonki, można zastosować nawożenie dolistne z równie dobrym skutkiem, a mniejszym ryzykiem uszkodzenia korzeni. Jakie nawozy stosować? Najlepiej do roślin zielonych (sic!) z przewagą łatwo przyswajalnego azotu w formie azotanowej. Należy zwracać na to uwagę, ponieważ storczyki nie przyswajają mocznika (czyli azotu amidowego) ze względu na brak bakterii nitryfikacyjnych w podłożu. Zastosowanie nawozu "do zielonych" może zaskakiwać, ale orchidee potrzebują bardzo mało fosforu, natomiast potas w nadmiarze może być nawet toksyczny. To właśnie jego przedawkowanie doprowadziło do powstania szpecących plam na moich storczykach. W jednej z publikacji (o niej w którymś z kolejnych postów) podano, że stężenie potasu w roztworze nawozu powinno być mniejsze niż 10 ppm (ppm=część na milion). Dobre efekty przynosi również zastosowanie saletry amonowej w bardzo małym stężeniu-1 ml roztworu roboczego o stężeniu 10% na 1 litr wody. Jeśli nawozimy dolistne, zabieg należy wykonywać 2-3 razy w tygodniu, ale tylko w okresie wzrostu!

Nasuwają się pytania: kiedy jest dobry moment na przeniesienie do hydroponiki, czy wszystkie rodzaje się do tego nadają? Generalnie każdy moment jest dobry, z każdą rośliną można spróbować. Najlepiej przeprowadzić zabieg wtedy, kiedy rosną nowe korzenie. Większe szanse na sukces są w przypadku rodzajów o dużych wymaganiach co do ilości wody jak Paphiopedilum, Phragmipedium, Masdevallia, Stanhopea, Lycaste. Ale może się udać z każdym innym. Polecam eksperymentować w pierwszej kolejności z okazami, które z różnych powodów kiepsko się mają, np. straciły korzenie. Hydroponika to szansa na ich odrodzenie na podobieństwo feniksa z popiołów.




sobota, 3 października 2015

Storczyki oczami Marka Siwika-część pierwsza

Poniższy tekst opublikowano na stronie orchidarium.pl i został udostępniony na blogu za zgodą jego autora, Marka Siwika. Pisownia oryginalna.

Pięć lat temu zrezygnowałem z "tradycyjnych" metod uprawy storczyków bo efekty były dla mnie niezadawalające. Zdałem sobie sprawę, że większość porad pisanych było przez osoby uprawiające je w szklarniach a moje stały na parapecie. Doszedłem do wniosku, że podstawowym problemem jest u mnie zbyt mała ilość wody i niemożność właściwego nawadniania ponad setki doniczek. Zająłem się więc hydroponiką. Z czasem okazało się, że to nie tylko woda. Aby wyjaśnić, trzeba zacząć od początku.
Uprawa storczyków jako taka a na parapetach w szczególności jest bardzo trudna dla mieszkańców strefy umiarkowanej. Na uprawę roślin patrzymy przez pryzmat naszych doznań i doświadczeń zebranych wcześniej w ogródku lub uprawie pelargonii w skrzynce balkonowej. Rośliny rosnące wokół nas mają przystosowania do klimatu umiarkowanego. Są ściśle związane z glebą a ich wzrost skorelowany jest z porami roku. Jest dla nas naturalne, że rośliny zaczynają rosnąć wiosną, kwitną, wydają owoce a potem jesienią obumierają lub wstrzymują wzrost do następnego sezonu. Przywiązanie do gleby sprawia, że naturalnym odruchem jest dla nas sadzenie roślin w doniczkach, ich podlewanie i nawożenie doglebowe.
Storczyki natomiast są epifitami a więc roślinami całkowicie oderwanymi od gleby. Na dodatek powstały i ewoluowały w odmiennym klimacie - w którym nie ma wyraźnych 
pór roku a jeśli nawet są to inaczej zaznaczone.
Aby zrozumieć czym jest epifit, czego potrzebuje, spróbujmy pomyśleć jak powstał.
Rośliny konkurują, ze sobą o wodę, składniki mineralne ale przede wszystkim o światło. To światło jest podstawą ich egzystencji, dostarcza im pożywienia. Rośliny są w stanie rosnąć w niskich i wysokich temperaturach, w wodzie i na pustyni. Nie są jednak w stanie rosnąć np w ciepłej wilgotnej jaskini bo tam nie ma światła. Konkurując o światło w pierwszej kolejności wybrały najprostszą metodę – wzrost do góry. Wiąże się to jednak z bardzo dużym wydatkiem energetycznym na utworzenie silnego, wysokiego pnia, silnie rozpostartych, mocnych korzeni aby ten pień utrzymać w pionie a przy okazji zaopatrzyć w wodę i składniki mineralne. Znalazły się więc rośliny, które wykorzystały dla swoich potrzeb stojące już, gotowe podpory. Te nowe rośliny oszczędzając energię budują cienkie pędy – wystarczające do zaopatrzenia 
rośliny w wodę glebową ale niezdolne do utrzymanie rośliny w pionie. Pnącza, bo o nich mowa potrafią urosnąć rocznie kilka metrów w górę i w krótkim czasie dotrzeć do światła wysoko w koronach drzew choć ich łodygi mają ledwie kilka cm średnicy. 
Gdy przyjrzymy się pędom bluszczu, widzimy, że na całej ich długości powstają drobne korzonki. Ich zadaniem jest mocowanie pędów do podpory – pnia drzewa po którym się wspina. Jednak korzenie te trafiwszy na poduszkę mchu w rozgałęzieniu konarów szybko się wydłużają i zaczynają pobierać wodę i składniki mineralne z takiej "doniczki". Stąd już całkiem niedaleko do epifitów.
Epifity (w uproszczeniu) możemy sobie wyobrazić jako takie końcówki pędów pnączy którym słoń odgryzł podstawę. Nagle zostały pozbawione dostępu do wody glebowej i dostosowały się do pobierania wody deszczowej. 
Jeżeli popatrzymy na nasze lasy to takich roślin w zasadzie nie ma. Czasem spotkamy w wilgotnych lasach (np w górach) paprotki żyjące w szczelinach kory lub małą brzózkę na kominie starego domu ale rzadko. Aby powstać i się rozwijać epifitom potrzeba dużych ilości opadów w miarę równomiernie rozłożonych w ciągu całego roku. Ich ojczyzną są zatem równikowe lasy deszczowe. Miejsca w których przez 10 miesięcy codziennie leje a przez pozostałe dwa miesiące 3-4 razy w tygodniu pada.
Nawet w tak korzystnych wilgotnościowo warunkach epifity musiały wykształcić przystosowania umożliwiające im przetrwanie tych krótkich okresów bez deszczu. Powstały więc grube mięsiste liście lub bulwy. Ich zadaniem jest magazynowanie wody. Łodygi i liście pokryły się grubą, woskowatą skórą, lub gęstym kutnerem. Aparaty szparkowe stały się mniej liczne i ściślej się zamykają. Liście stały się sztywne, niewiędnące.
Niektóre epifity – jak np. bromelie - wytworzyły w kątach liści zbiorniki na wodę opadową. Aby wykorzystać panującą w środowisku wysoką wilgotność powietrza storczyki na korzeniach wytworzyły welamen. To tkanka której zadaniem jest zbierać i gromadzić wodę opadową oraz kondensować wodę z powietrza a potem oddawać znajdującym się wewnątrz wiązkom przewodzącym korzeni. Wszystkie te przystosowania pozwalają storczykom przetrwać bez deszczu od kilkunastu godzin do kilku dni. Są oczywiście gatunki wytrzymujące kilkunastotygodniowe susze lecz jest to przystosowanie wtórne związane z opanowywaniem suchszych siedlisk i specjalizacją nielicznych gatunków.
Epifity korzystające niemal wyłącznie z wody opadowej a więc zawierającej bardzo mało składników mineralnych, stały się bardzo oszczędne. Potrafią np. bardzo dokładnie oczyścić obumierające liście i pseudobulwy ze składników pokarmowych. Korzenie storczyków które od milionów lat nie stykają się z glebą stały się wrażliwe na zasolenie a ich główną funkcją jest teraz pozyskiwanie wody.
Dopiero rozumienie siedliska epifitów jako miejsca w którym codziennie pada, powietrze jest wilgotne, woda niemal destylowana, temperatura niemal stała w ciągu całego roku sprawia, że ich uprawa przestaje być skrajnie trudna.





piątek, 25 września 2015

Storczyki do hydroponiki-część pierwsza

Zacznę od tego, że pomysłem uprawy storczyków w hydroponice zaraził mnie Marek Siwik, za co serdeczne dzięki, zwłaszcza za niezliczone rady i anielską cierpliwość. Chciałbym, żeby ta wiedza dotarła do jak największej liczby osób, bo dzięki temu jest szansa, że los tych pięknych roślin na naszych parapetach ulegnie znacznej poprawie. Poziom osobistej satysfakcji z uprawy rownież.

Ale do rzeczy. Czym jest hydroponika? To metoda uprawy polegająca na zastąpieniu organicznego podłoża porowatym granulatem, który pozbawiony jest związków organicznych, z jednoczesnym zapewnieniem stałego dostępu do wody. Brzmi trochę zawile, ale w gruncie rzeczy jest proste. Tym porowatym materiałem najczęściej jest keramzyt o odpowiedniej granulacji. Przenosząc roślinę z tradycyjnej uprawy należy najpierw bardzo dokładnie opłukać korzenie, np. za pomocą strumienia prysznica. Potrzeba jeszcze osłonki, ażurowego wkładu i wskaźnika poziomu wody (tzw. pływak). Do wkładu wsypujemy trochę keramzytu, umieszczamy roślinę i uzupełniamy keramzytem. Całość umieszczamy w osłonce. Ważne jest umocowanie storczyka w taki sposób, żeby był dobrze zakotwiczony w granulacie i nie przekrzywił się podczas zabiegów pielęgnacyjnych. Po całej operacji wlewamy wodę, aby poziom na wskaźniku pokazał optimum. Teraz pozostaje tylko czekać.

Keramzyt można kupić w każdej kwiaciarni i sklepie ogrodniczym. To porowate kruszywo budowlane wypalane z gliny najczęściej znajduje zastosowanie jako drenaż. Doskonale nadaje się także do hydroponiki. Najlepiej wybierać taki o granulacji 8-16 mm (nie może być zbyt drobny, bo utrudni to dostęp powietrza). Przed zastosowaniem keramzyt trzeba koniecznie wypłukać, żeby pozbawić go wszelkich związków mineralnych. Polega to na moczeniu co najmniej przez tydzień w wodzie destylowanej lub z filtra odwróconej osmozy (RO). Wodę trzeba codziennie wymieniać. Po tygodniu przewodność odcieku powinna być mniejsza niż 100 mikroS (S=Siemens)-można to sprawdzić za pomocą konduktometru lub miernika TDS (jeśli miernik ma skalę jedynie w ppm, wynik ma być poniżej 80 ppm). Zabieg płukania jest kluczowy, ponieważ przy zbyt dużym stężeniu soli korzenie storczyków przestają pobierać wodę, a następnie obumierają. Śmierć korzeni jest główną przyczyną niepowodzeń w amatorskiej uprawie storczyków-prowadzi do postępującego odwodnienia pseudobulw i liści.

Po przeniesieniu z tradycyjnej uprawy w korze do hydroponiki roślina doznaje swoistego szoku. Korzenie, które do tej pory na przemian były mokre i suche, teraz cały czas są mokre. Zdarza się, że gniją. TO CAŁKOWICIE NORMALNE. Nie ma się czym martwić. Stare korzenie mogą zgnić, ale szybko wyrosną nowe, przystosowane do wysokiej wilgotności. Jeśli zauważymy objawy gnicia, nie należy storczyka wyciągać, wycinać ich i sadzić od nowa. Trzeba natomiast granulat kilkukrotnie wypłukać w wodzie destylowanej (zalać wodą aż do brzegu osłonki i potrzymać tak kilka godzin), za każdym razem w świeżej porcji wody. Powinno to przywrócić równowagę i zapobiec infekcji grzybiczej lub bakteryjnej.

W następnym poście zdradzę kolejne tajniki uprawy hydroponicznej, przekazane mi przez Marka Siwika, dotyczące m.in. nawożenia oraz jakości wody do podlewania.

Źródło zdjęć: www.hydroponika.pl



wtorek, 8 września 2015

Storczykowe wspomnienia

Dzisiaj trochę prywaty. Głównym bodźcem do utworzenia tego bloga była chęć podzielenia się pasją do jednych z najpiękniejszych roślin na świecie-storczyków. Myślę, że moja miłość do nich jest odwzajemniona, choć niepozbawiona wzlotów i upadków. Zwłaszcza tych drugich... Swojego pierwszego storczyka, Miltoniopsisa, kupiłem 13 lat temu, kiedy kończyłem szóstą klasę szkoły podstawowej. Długo u mnie nie zabawił, nawet nie rozwinął pąków, bo go zasuszyłem (nowicjusze zwykle przelewają swoje debiutanckie rośliny). Potem pierwsza hybryda Phalaenopsis. Pamiętam, jaki byłem dumny, idąc z tym cudem ulicą, a wielu oczarowanych przechodniów odwracało się z ciekawości. A ileż było cackania się z rośliną po przywiezieniu do domu! Wkrótce po kwitnieniu wyrósł nowy liść, a tuż po nim pęd kwiatostanowy. Niestety, pąki zaschły, bo ciągle za mało podlewałem, o czym nie miałem pojęcia. Z biegiem czasu nabywałem wprawy, jednak kolekcja rozrastała się powoli, bo nie mając internetu i mieszkając w maleńkiej wiosce niemal nie miałem dostępu do wymarzonych roślin. Pozostawało przeglądanie pięknych zdjęć w książce "Orchidee-amatorska uprawa storczyków" i marzenie... Co ciekawe rzeczony okaz mam do dzisiaj, choć jego kondycja zapewne odbiega od wzorcowej.

Marzenia zaczęły się spełniać na dobre właściwie dopiero w 2010 roku, kiedy na jednym z portali aukcyjnych pojawiły się storczyki wystawiane przez OrchidGarden, firmę mającą obecnie monopol wśród polskich miłośników tych roślin. Na początku nie mogłem się powstrzymać, kupowałem co popadnie, żal mi było każdego niewylicytowanego okazu. Potem doszło do zderzenia z rzeczywistością-wielu z nich nie odpowiadały warunki, które im zaserwowałem, a mnie opadły skrzydła. Przyszedł moment, kiedy postanowiłem się wszystkiego pozbyć i obiecałem sobie "Nigdy więcej...". Oczywiście nie dotrzymałem słowa. Kolekcję likwidowałem jeszcze dwa razy, ostatni raz w czerwcu tego roku. Tym razem powodem była przeprowadzka do nowego, mniejszego mieszkania, poza tym mnóstwo sił kosztowało mnie pisanie pracy magisterskiej. Decyzja wydawała się słuszna, wkrótce jednak jej pożałowałem. Oglądając zdjęcia kwitnących storczyków na różnych forach zadałem sobie pytanie: "Dlaczego mam tylko patrzeć, skoro mogę w tym uczestniczyć?".

Jak chyba każdy z nas, ja również miewam w życiu "trudne chwile", kiedy wydaje mi się, że nic nie ma sensu. Tracę wtedy zapał do tego, co normalnie przynosi mi mnóstwo radości i daje energię do działania. Tak też jest ze storczykami. Z biegiem czasu okazuje się jednak, że nie potrafię zrezygnować z tej trudnej miłości. Mam nadzieję, że one wybaczą mi wszelkie zdrady. Po raz kolejny odbudowuję swoją kolekcję. Będzie to mozolny proces, bo studencki budżet nie pozwala na wiele. Wierzę jednak, że dam radę. Bo nawet w najczarniejszych momentach, obok wyjątkowych dla mnie osób, mogę liczyć również na ich obecność...




wtorek, 1 września 2015

Storczyki-przewodnik po rodzajach: Lycaste

Witam po bardzo długiej przerwie, spowodowanej m.in. pisaniem pracy magisterskiej. Chciałbym przybliżyć dzisiaj niezwykle piękny rodzaj storczyków, mianowicie Lycaste.

Lycaste wywodzi się z Ameryki Południowej, gdzie rośnie jako geofit (w gruncie) lub litofit (na skałach), rzadziej jako epifit. Tworzy duże jajowate pseudobulwy zwieńczone zwykle 3-4 dość szerokimi i długimi liśćmi. Po dojrzeniu pseudobulwy liście opadają, a u jej podstawy pojawiają się pędy kwiatowe zakończone pojedynczym kwiatem barwy różowej, białej, brązowej lub żółtej. W naszych warunkach przypada to zwykle na początku lata, w czerwcu/lipcu. Wyjątek stanowi Lycaste lasioglossa, która kwitnie jesienią.

Rośliny z tego rodzaju możemy podzielić na dwie grupy: grupę Lycaste skinneri, która wymaga wilgoci przez cały rok oraz grupę Lycaste aromatica, którą w zimie należy trzymać niemal całkiem sucho. Obie grupy są warte grzechu, ponieważ nie mają szczególnych wymagań, chętnie kwitną, a kwiaty wyróżniają się atrakcyjnością i są dosyć trwałe. Wśród hybryd prym wiodą te z japońskiej szkółki Goshima-ich kwiaty potrafią przyprawić o szybsze bicie serca. Niestety, są drogie i bardzo trudne do zdobycia, niemniej zachęcam do polowania na nie. Pooglądać można tutaj.

Światło: Ze względu na dużą powierzchnię liści Lycaste nie należy wystawiać na działanie ostrych promieni słonecznych. Najlepsza jest wystawa wschodnia, na północnej światła może brakować. Pozostałe wymagają cieniowania w lecie.

Podlewanie: Najważniejszy czynnik w uprawie Lycaste. W okresie aktywnego wzrostu od wiosny do jesieni rośliny wymagają stale wilgotnego/mokrego podłoża. Swoje Lycaste uprawiam w doniczkach na podstawkach z wodą. Zimą podlewanie ograniczamy lub rezygnujemy z niego całkowicie, w zależności od gatunku (hybrydy nie wymagają przesuszenia).

Nawożenie: W okresie wzrostu należy nawozić przy każdym podlewaniu 1/3-1/2 dawki podanej na opakowaniu. Najlepiej sprawdzają się nawozy naturalne typu guano lub biohumus.

Podłoże: Lycaste można uprawiać w podłożu dla storczyków naziemnych lub epifitów. Ważny jest spory dodatek Sphagnum (mchu torfowca), który pomoże utrzymać niezbędną wilgoć. Cząstki podłoża powinny mieć średnią granulację. Przesadzanie wykonujemy rzadko, co 2-3 lata, przed okresem wzrostu, ponieważ Lycaste źle reagują na ingerencję w strefie korzeni.

Okres spoczynku: Lycaste nie przechodzą typowego okresu spoczynku. Zimą należy im zapewnić tylko nieznaczny spadek temperatury (nie mogą stać nad gorącym kaloryferem!). Gatunki z grupy L. skinneri trzeba podlewać rzadziej, jednak podłoże nie może wyschnąć. Gatunków z grupy L. aromatica praktycznie nie podlewamy, dostarczanie wody wznawiamy po ukazaniu się nowych przyrostów i/lub zawiązków pędów kwiatowych.

Na poniższych zdjęciach kwitnienia dwóch hybryd Lycaste. Żółta cechuje się dość intensywnym zapachem cynamonu.







poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Storczyki-przewodnik po rodzajach: Cymbidium

Storczyki z rodzaju Cymbidium są jednymi z bardziej efektownych roślin uprawianych w mieszkaniach. Ich okazałe i trwałe kwiaty wprawiają w zachwyt wiele osób. Warto zatem pochylić się nad ich wymaganiami, bo prawidłowo pielęgnowane będą cieszyć oczy przez wiele lat.

Jesień i zima to okres, kiedy Cymbidia trafiają do sklepów. Chcąc spełnić marzenie o posiadaniu Cymbidium, trzeba przygotować się na spory wydatek, rzędu nawet 100 zł. Niemniej rośliny są warte takiej ceny. Hybrydy osiągają zwykle większe rozmiary, więc należy wziąć to pod uwagę, jeśli dysponuje się ograniczoną ilością miejsca. Natomiast gatunki botaniczne mają przeważnie kompaktowy pokrój, są więc godne polecenia, również ze względu na bardzo ciekawe i zróżnicowane kwiaty. Przyjrzyjmy się zatem warunkom, jakie należy zapewnić typowemu przedstawicielowi rodzaju Cymbidium.

Temperatura: Cymbidia w naturze występują u podnóża Himalajów oraz w innych częściach Azji. Lato jest tam upalne, jednak zimą następuje znaczny spadek temperatury. Ma to zasadniczy wpływ na ich wymagania temperaturowe. Od kwietnia do października włącznie (w sprzyjających warunkach listopada) Cymbidia muszą bezwzględnie przebywać na zewnątrz-w ogrodzie, na balkonie czy tarasie. Natomiast po wniesieniu do pomieszczenia zapewniamy im temperaturę rzędu 8-14 stopni, np. w nieogrzewanym pokoju. Jest to konieczne do uzyskania kwitnienia i zachowania roślin w zdrowiu.

Światło: Przedstawiciele rodzaju Cymbidium mają duże wymagania co do światła. Na zewnątrz ustawiamy je w miejscu bardzo jasnym, lecz osłoniętym od palących promieni słońca (od godziny 11 do 15). Odpowiednie natężenie światła jest kluczowe w procesie zawiązywania kwiatostanów! Jeśli jest ono prawidłowe, liście mają jasnozielony kolor. Po wniesieniu do pomieszczenia zapewniamy tak dużo światła, ile się da.

Podlewanie i nawożenie: Cymbidia w okresie wzrostu potrzebują dużo wody. Nie pozwalamy wtedy, aby podłoże całkowicie wyschło. Zapewni to odpowiedni rozwój nowych pseudobulw. Kiedy dojrzeją, ilość wody stopniowo zmniejszamy-wpływa to korzystnie na zawiązywanie kwiatostanów. Kiedy się ukażą, podlewanie zwiększamy aż do końca okresu kwitnienia. Potem trzymamy rośliny praktycznie sucho przy obniżonej temperaturze (8-14 stopni). Wiosną podlewanie stopniowo wznawiamy.
Cymbidia to rośliny żarłoczne, trzeba więc zapewnić im odpowiednio dużo nawozu. W okresie wzrostu połowę dawki nawozu mineralnego lub pełną organicznego przy każdym podlewaniu. Poza okresem wzrostu nie nawozimy wcale.

Podłoże: Cymbidia to storczyki naziemne, czasami litofity (naskalne). Nie oznacza to jednak, że będą dobrze rosnąć w ziemi ogrodowej. Można użyć specjalnej mieszanki dla storczyków naziemnych, jednak Cymbidia świetnie sobie radzą w podłożu dla epifitów. Przesadzanie wykonujemy dopiero wtedy, kiedy roślina praktycznie "wychodzi" ze starej doniczki (zwykle co 2-3 lata). W zbyt obszernych pojemnikach Cymbidia nie kwitną!

Szkodniki i choroby: Cymbidia są narażone na atak tych samych szkodników i chorób co inne storczyki. Po zauważeniu zmian na liściach czy objawów żerowania należy zastosować odpowiedni preparat.

Pędy kwiatostanowe Cymbidiów wyrastają albo z kąta liściowego dojrzałej pseudobulwy, albo u jej podstawy. W tym drugim przypadku odróżnienie od nowego przyrostu może być do pewnego momentu trudne. Często ponowne doprowadzenie do kwitnienia nastręcza trudności. Należy wtedy przeanalizować warunki, jakie zostały zapewnione roślinie i odpowiednio je zmodyfikować. Najważniejsze czynniki to: światło, temperatura i woda+nawożenie. Jeżeli nie jesteśmy w stanie zapewnić Cymbidiom chłodnego i jasnego miejsca zimowego spoczynku, lepiej jest zrezygnować z zakupu-roślina będzie prawidłowo przyrastać, jednak nigdy nie zakwitnie.

Na zdjęciach poniżej najpiękniejszy według mnie gatunek-Cymbidium erythrostylum. Jest w mojej kolekcji już niemal 5 lat. Tym razem stanęło na wysokości zadania, wytwarzając aż trzy kwiatostany. Na pozostałych zdjęciach nieoznaczona hybryda, również atrakcyjna.







poniedziałek, 20 października 2014

Odrobina egzotyki

W tym roku pierwszy raz w życiu spędziłem prawdziwe wakacje, do tego w doborowym towarzystwie (Jarek, dziękuję!). W połowie września wylądowałem na Ibizie. Wyspa ta należy do Hiszpanii i jest położona w zachodniej części Morza Śródziemnego. Celem wyprawy był oczywiście wypoczynek, jednak mnie bardzo interesowała tamtejsza flora. Ogromną frajdą było dla mnie zobaczenie roślin, które w Polsce uprawiane są w pojemnikach, a tam rosły bezpośrednio w gruncie-palmy, oleandry, bugenwille, ketmie, agawy, aloesy. Mimo że zostały posadzone przez człowieka, świetnie zaadaptowały się w łagodnym klimacie wyspy, bowiem tamtejsza ziemia nie należy do urodzajnych-w szacie roślinnej dominują różnego rodzaju suchorośla. Podczas drogi powrotnej z najwyższego w północnej części Ibizy wzniesienia-Sa Descoberta-udało nam się zerwać kilka granatów prosto z drzewa. Smak zniewalający! Spotkaliśmy także oliwki oraz drzewa figowe, ale na nie we wrześniu było jeszcze za wcześnie.

Z Ibizy przywiozłem wspaniałe wspomnienia. Polecam wszystkim podróż na tą urokliwą wyspę. Naprawdę warto.







niedziela, 12 października 2014

Storczyki-przewodnik po rodzajach: Dendrobium (część III)

Witam po długiej przerwie. Dzisiaj chciałbym zamknąć temat uprawy Dendrobiów i zgodnie z obietnicą będzie mowa o gatunkach ciepłolubnych.

Mimo że większość przedstawicieli rodzaju Dendrobium przechodzi mniej lub bardziej wyraźny okres spoczynku, część z nich wcale nie potrzebuje tego typu zabiegów do inicjacji kwitnienia. Sztandarowym przykładem jest Dendrobium phalaenopsis o kwiatach w kolorze fuksji. Tak naprawdę trudno obecnie spotkać "czyste", botaniczne Den. phalaenopsis. W sklepach królują jego mieszańce, określane jako "TYPU phalaenopsis". Formę botaniczną można czasami dostać u renomowanych producentów z Europy Zachodniej czy Azji. Niemniej sklepowe hybrydy również są godne uwagi i to na ich przykładzie prześledzimy cykl uprawy ciepłolubnych Dendrobiów.

Skoro rośliny te są ciepłolubne, to właśnie temperatura jest jednym z kluczowych czynników warunkujących powodzenie w uprawie. Optymalna temperatura w dzień to 20-28 stopni i kilka mniej nocą. Nie powinna się zasadniczo zmieniać w ciągu roku. Poszczególne gatunki mogą się zaadaptować do chłodniejszych warunków, jednak te zdecydowanie zimne nie są dla nich. Należy to wziąć pod uwagę podczas wyboru konkretnego przedstawiciela tej grupy.

Hybrydy Dendrobium typu phalaenopsis potrzebują dużo światła. Jeśli roślina stopniowo przyzwyczai się do większego natężenia promieniowania, odpowiednie jest nawet okno południowe. W warunkach niedoboru światła mieszańce Dendrobium phalaenopsis mają tendencje do "łysienia"-w krótkim czasie gubią wszystkie liście, co nie jest zjawiskiem naturalnym, ponieważ trwałość pojedynczego liścia może wynosić nawet 2-3 lata. W przypadku innych ciepłolubnych gatunków należy zawsze sprawdzić, jakie są wymagania świetlne, ponieważ znacząco się między sobą różnią. 

Cykl uprawy nie ulega znaczącej zmianie w ciągu roku. Kiedy roślina tworzy nowe przyrosty, należy pilnować, aby podłoże nie wysychało na wiór, zapewnić odpowiednią wentylację i nawożenie (polecam nawozy naturalne oraz wszystkie produkty Peters Professional)-ok. 1/2 dawki przy każdym podlewaniu. Kiedy przyrosty zakończą wzrost, podlewanie ograniczamy i nie nawozimy. W warunkach polskiej zimy można rośliny ustawić w nieco chłodniejszym miejscu (18-20 stopni) ze względu na duży niedobór światła. Wiosną cały cykl zaczyna się od początku.

Do omówionej powyżej grupy należą również: Dendrobium biggibum, Dendrobium farmeri (choć ono znosi temperatury umiarkowane), Dendrobium griffithianum, Dendrobium glomeratum (sulawesiense)-jego zdjęcia poniżej. Ważna uwaga: ostatni gatunek nie znosi przesuszenia podłoża.