Translate

poniedziałek, 30 listopada 2015

Wycieczka po Ogrodzie Botanicznym UJ

W ostatnią niedzielę października miałem przyjemność zwiedzić-a była to ostatnia taka możliwość w tym roku-zbiory Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Pogoda zdecydowanie dopisała, więc spacer wśród przepięknie przebarwionych klonów palmowych i rabat bylinowych był niezwykle przyjemny. Tamtego dnia odbyła się w Ogrodzie uroczystość zasadzenia kasztana jadalnego. Po jej zakończeniu udałem się do szklarni Wiktoria podziwiać przede wszystkim rośliny wodne, paprocie oraz storczyki. Było warto-miałem szansę podziwiać wiele pięknych kwitnień, zwłaszcza Cattleya oraz Stanhopea, ze Stanhopea tigrina x oculata na czele.

















Rośliny gruntowe również robiły wrażenie wspaniałą feerią kolorów i faktur. Poza wspomnianymi już klonami palmowymi świetnie prezentowało się wrzosowisko. Po raz pierwszy od lat w tym roku nie zorganizowano zwiedzania Holenderki, szklarni z bogatą kolekcją storczyków, usytuowanej tuż obok wrzosowiska. Wszystko z powodu remontu tejże szklarni; większość zbiorów została upchnięta w szklarni Wiktoria. Miejmy nadzieję, że wiosną kolekcja wróci na swoje prawowite miejsce.
Ostatnim przystankiem była palmiarnia z urzekającym oczkiem wodnym. Uwagę zwracały rośliny o barwnych liściach-ginura i koleusy, a także piękna kolekcja fiołków afrykańskich. Po opuszczeniu palmiarni rzuciłem ogrodowi ostatnie spojrzenie i obiecałem sobie, że wrócę tu na wiosnę, kiedy znów będzie dostępny dla zwiedzających.



























niedziela, 29 listopada 2015

Prawdy objawione o storczykach, czyli co robię źle-część 3

8. Storczyki lubią "ciasne" doniczki: nie jest to prawda. Jeśli mówimy o storczykach epifitycznych, to w naturze wzrost ich korzeni nie jest niczym ograniczony. To my uparliśmy się, żeby wcisnąć je do doniczek. Utarło się, że lepsza za mała niż za duża, bo wtedy trudniej roślinę zalać (szybciej przesycha). Jednak stosując rozsądny schemat podlewania nawet mały okaz urośnie w relatywnie dużym pojemniku.




9. Nie wolno storczyków dzielić na pojedyncze pseudobulwy: i tak, i nie. To zależy od rodzaju storczyka. Generalna zasada brzmi, że dzieli się na fragmenty składające się z 3-4 pseudobulw, najlepiej z młodym przyrostem. Jednak nie zawsze ma ona zastosowanie. W przypadku Cymbidiów, Stanhopei czy śpiochów można swobodnie oddzielić stare bezlistne pseudobulwy i przy odrobinie szczęścia otrzymać z nich nowe rośliny. Pomysł z dzieleniem na większe fragmenty ma na celu zapewnienie roślinom potomnym lepszego startu dzięki większym rezerwom substancji zapasowych.




10. Storczyki z grupy Catasetinae (tzw. śpiochy) trzeba zimą zasuszyć, wprowadzając w ten sposób w stan spoczynku: uważam, że to dość szkodliwa fama. Jeśli mamy do czynienia z młodocianym okazem, który zgromadził naprawdę niewiele wody, zaprzestanie podlewania np. na miesiąc najprawdopodobniej poskutkuje tym, że roślina już nigdy nie wznowi wzrostu. Zimą storczyki z tej grupy, kiedy już zrzucą liście, należy jedynie przesuszyć, ale nie zasuszać nigdy całkowicie, niezależnie od tego, czy jest to rodzaj Cycnoches, Catasetum, Mormodes, Clowesia czy ich hybrydy.




11. Plamy na liściach to wynik infekcji wirusowych, bakteryjnych lub grzybiczych: wymienione infekcje wcale nie imają się storczyków tak często, jak się niektórym wydaje. Roślina musiałaby być naprawdę osłabiona. Plamy na liściach to najczęściej manifestacja zaburzeń fizjologicznych, przede wszystkim w wyniku przenawożenia. Zastosowanie nawozu do storczyków zgodnie z przepisem na opakowaniu zawsze skutkuje tym, że przygotowany roztwór ma zdecydowanie za wysokie stężenie. Producent jednego z używanych przeze mnie nawozów zaleca użycie 6 ml koncentratu na litr wody, podczas gdy bezpieczne stężenie uzyskuje się przy zastosowaniu 1/6 proponowanej dawki. Takie przykłady można mnożyć. Bardzo się tutaj przydaje-o czym wspomniałem kilkukrotnie-pomiar konduktometrem, ponieważ przewodnictwo jest wprost proporcjonalne do stężenia związków ulegających dysocjacji (rozpadowi na jony).

środa, 11 listopada 2015

Prawdy objawione o storczykach, czyli co robię źle-część 2

5. "Żarłoczne" rodzaje storczyków jak Catasetum, Stanhopea, Cycnoches, itd. wymagają zastosowania wysokich dawek nawozów: banialuki. Wymagają nawozu w takiej samej dawce jak większość innych rodzajów, czyli maksymalnie 150 mikroS (ok. 75 ppm)-trzeba zmierzyć konduktometrem. Ogólna zasada jest taka, że im roślina większa, masywniejsza, tym więcej potrzebuje nawozu. Dlatego np. w obrębie rodzaju Dendrobium malutkie Dendrobium cuthbertsonii potrzebuje mało "pokarmu" i nie toleruje więcej niż 50 mikroS, natomiast ogromne Dendrobium anosmum czy wardianum można nawozić roztworem o maksymalnej dopuszczalnej przewodności. Zasadnicza jest częstotliwość nawożenia-robi się to wyłącznie w okresie wzrostu, przy każdym podlewaniu, choć osobiście wolę nawożenie dolistne ze względu na minimalne ryzyko przenawożenia. Mam sporo roślin z grupy Catasetinae, więc na niektórych okazach mogę poeksperymentować. Okazuje się, że na czystej wodzie (sic!) rosną równie dobrze co z nawozem!


6. W warunkach polskiej zimy storczyki przechodzące okres spoczynku trzeba przesuszyć: ktoś, kto to wymyślił, powinien dostać zdrowego kopniaka. Wielokrotnie mówiłem, że uprawa storczyków nie jest dla amatorów. Jeśli nie radzisz sobie z kaktusem, nie porywaj się z motyką na słońce. Aby osiągnąć sukces, trzeba myśleć, obserwować i czytać, czytać, czytać, a nade wszystko umieć wyciągać właściwe wnioski. Zachęcam serdecznie do analizowania arkuszy uprawy na stronach anglojęzycznych, np. IOSPE, nawet z użyciem translatora. Ale wracając do meritum-relatywnie niewiele storczyków pochądzących tuż z okolic równika uprawianych jest w domach. Tam długość dnia w ciągu roku ulega tylko nieznacznym wahaniom. Przykładem storczyka, który wymaga równych warunków przez cały czas, jest Cattleya dowiana. Tam, skąd pochodzi, różnica temperatur między dniem a nocą wynosi 3-4 stopnie, a słońce operuje cały czas. Doświetlanie w okresie zimowym, o ile nie dysponuje się południowym oknem, warunkuje powodzenie w uprawie. Ale to tylko przykład.
Należy zrozumieć, że pory roku u nas i pory roku w ojczystych krajach uprawianych przez nas gatunków to dwie zupełnie różne bajki. Informacja ta wydaje się kluczowa w kontekście problemów, z jakimi często spotykamy się w amatorskiej uprawie. Bo np. jest informacja, że na zimę przechłodzić i przesuszyć, a roślina sobie wymyśliła, że jesienią wypuści nowe przyrosty. No to jak suszyć i chłodzić? Niektórzy jednak to robią, a efekty są opłakane. To wszystko dlatego, że skracający się dzień storczyki pochodzące np. ze strefy monsunowej (bardzo wiele Dendrobiów!) odbierają jako początek pory wilgotnej, kiedy gruba warstwa chmur ogranicza dostęp światła. U nas wypada to jesienią, dlatego wiele storczyków wtedy rozpoczyna wzrost. Jeśli teraz ograniczy się podlewanie i nawożenie oraz obniży temperaturę, to z kwiatów w następnym sezonie nici, a może i w ogóle. Zaufajmy roślinom, one naprawdę wiedzą lepiej! Jeśli rośnie, to zapewnić wodę, światło i odpowiednią temperaturę, nawet jeśli ten wzrost wypada w środku naszej zimy. To my mamy dostosowywać się do storczyków, a nie one do nas. To my-kierowani tylko i wyłącznie żądzą posiadania czegoś pięknego i niezwykłego-gwałtem wprowadzamy je do środowiska, które jest im zupełnie obce, czyli na parapet okienny. Jednak przy pewnych staraniach można im stworzyć warunki takie, jak w naturze. To jest klucz. Bardziej tolerancyjne gatunki wytrzymają odstępstwa, ale te bardziej wrażliwe już nie. Nie ma jednak gatunków trudnych i łatwych. O ile chcemy zapewnić im dobre warunki, to jesteśmy w stanie, tylko czasami wymaga to przygotowań i sporej gimnastyki. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czy aż tak bardzo chcę podziwiać tą roślinę i jej kwiaty na własne oczy?
Kontynuując wywód na temat pór roku, jeśli storczyk jesienią zaczyna swój wzrost, to do kwietnia-czerwca zwykle go kończy. W czerwcu poziom światła jest u nas naprawdę wysoki, więc rośliny odbierają to jako zimę w swoim naturalnym środowisku, kiedy poziom światła jest najwyższy. Jeśli w tym czasie zapewnimy im dużą amplitudę temperatur, np. poprzez wystawienie do ogrodu na czas letnich miesięcy, to doczekamy się kwiatów. Dlatego np. kwitnienie Dendrobium nobile (botanicznego) w lipcu wcale nie dziwi. Uprawą storczyków rządzi żelazna logika i konsekwencja. Mimo to trzeba wykazać się pewną elastycznością w podejściu do nich i zawsze zadawać pytanie "dlaczego?", a nie ślepo podążać za radami różnych osób czy publikacji.



7. Storczyki potrzebują wysokiej wilgotności powietrza, ale nie wolno ich zraszać, bo to grozi chorobą grzybową: kiedy to słyszę, a zdarza się to często, jestem zdumiony. Przecież w naturze często gęsto storczyki są zalewane strugami deszczu codziennie! Niezależnie od pory dnia, bo deszcz pada również w godzinach wieczornych i nocą. Dlatego nie ma znaczenia, kiedy będziemy storczyki zraszać. I uważam, że należy to robić, bo taki zabieg jest imitacją deszczu. Pozwala nie tylko zwiększyć wilgotność, ale i umożliwia dolistne nawożenie, jeśli wzbogacimy wodę w nawóz. Kluczowa jest znowu jakość wody-do spryskiwania najlepsza jest destylowana lub z filtra RO. Spryskiwanie kranówką to zbrodnia. Przy centralnym ogrzewaniu można zraszać kilka razy na dobę, w niższej temperaturze trzeba uważać. Samo jednak zraszanie nie wywołuje chorób grzybowych ani żadnych innych! Problemy zaczynają się przy słabej wentylacji, bo grzyby wręcz uwielbiają stagnujące wilgotne powietrze.

niedziela, 8 listopada 2015

Storczyki oczami Marka Siwika-część trzecia

Poniższy tekst pochodzi z forum orchidarium.pl i został opublikowany za zgodą autora, Marka Siwika. Pisownia oryginalna.

Trzy lata temu pojawiła się myśl, że źle uprawiam swoje rośliny. Staram się dać im wszystko co najlepsze. Wodę, nawóz, podłoże, światło. Przechładzam, suszę zgodnie z zaleceniami a one i tak nie chcą dobrze rosnąć i kwitnąć. Szukam w książkach i w internecie w jakich warunkach żyją i staram się te warunki naśladować. I nic. Pomyślałem, że może trzeba odwrotnie. Nie dogadzać a chronić. Przed wszystkim co może im zaszkodzić. Przed wysuszeniem, zasoleniem, spaleniem przez słońce. I dbać o to, by nie traciły korzeni. Dbać o to, by korzeniom nie zasychały końcówki, żeby przetrwały zimę, żeby miały czystą wodę i podłoże. Było lepiej ale ciągle czegoś brakowało. Ciągle zdarzały się nagłe pogorszenia stanu roślin (pojedynczych i nielicznych ale jednak). Rośliny się stopniowo rozrastały, lepiej kwitły. Nadal jednak w osłupienie wprawiają mnie zdjęcia roślin ze stanowisk naturalnych, które bez nawozu i opieki są daleko większe i ładniejsze niż moje. Dlaczego? Może przyczyną jest to, że zgodnie z konwencją zmuszam je do wzrostu nie wtedy gdy chcą mi rosnąć i odbieram im możliwość wzrostu gdy one chcą rosnąć?


Jakiś czas temu kupiłem Dendrochilum glumaceum. Bez przygotowania. Wiedziałem tylko, że to gatunek górski z Borneo i Filipin, kwitnący w ojczyźnie przez niemal cały rok. Byłem zdziwiony gdy zacząłem o nim rozmawiać z innymi. Wszyscy mówili, że roślina ta rośnie od jesieni i zakwita zimą. Wyłącznie. Roślina mi przekwitła i nic. Na wszelki wypadek nie nawoziłem a korzenie utrzymałem we w miarę dobrym stanie przez lato. Powinna była rosnąć ale nie rosła. Nie ma znaczenia czy trzymana jest na południowym czy na północnym parapecie. Rusza co roku dopiero we wrześniu. Przyrosty rosną szybko i zakwita zimą. Od pojawienia się przyrostów do kwitnienia mijają 4 miesiące. Po kwitnieniu psb się wypełniają i znów nic do kolejnej jesieni. Zacząłem szukać i okazało się, że wszędzie jest z nią ten sam problem. Wszędzie rośnie i kwitnie sezonowo. Nikomu nie chce rosnąć przez cały rok. Co więcej, z czasem zauważyłem, że inne rośliny w hydro, gdy już mają zdrowe korzenie zachowują się inaczej niż wg opisów powinny. Próbując to sobie wytłumaczyć doszedłem do wniosku, że przyczyną jest światło. Nie jego ilość ale barwa. W górach Borneo pada niemal cały rok a dobowy przebieg pogody to słoneczne poranki, mgliste południa i deszczowe popołudnia i wieczory. Nawet na poziomie morza średnie dobowe nasłonecznienie nie przekracza 6 godzin dziennie co oznacza, że w górach pewnie jest mniej niż 4godz. Resztę czasu jest pochmurno. Rośliny potrafią przy użyciu fitochromów odczytywać zmiany światła. W zależności od zmian dostosowują swoje fazy wzrostu. Być może storczyki potrafią odczytywać czy jest pochmurno, czy słonecznie. Długotrwałe nasłonecznienie traktują jako porę suchą a długotrwałe zachmurzenie jako porę deszczową. I podejmują decyzję - rosnąć, czy wstrzymać się ze wzrostem.





Tegoroczne lato było bardzo słoneczne. Maj, czerwiec, ponad połowa lipca i niemal cały sierpień świeciło słońce. W tym czasie moje rośliny nie rosły albo słabo rosły. Dopiero we wrześniu zauważalne było ożywienie na parapetach.
Parę lat po przeniesieniu do hydro phragmipedia – Mem. Dick Clement i Sorcerer's Apprentice wyregulowały kwitnienie i zakwitają jesienią. Przedtem zdarzało im się to różnie. Dendrobium harveyanum zakwita od lat pod koniec lata. Nowe psb wyrastają mu od września do listopada. W tym roku między sierpniem a październikiem na większości katlej pojawiły się młode przyrosty. Czy powinienem w ogóle suszyć katleje zimą? Może należy pozwolić im odwrócić sezony tak jak d. harveyanum? Może przyczyną trudności w uprawie laelii skalnych i monsunowych dendrobiów, jest to, że w maju, czerwcu gdy wg książek każemy im rosnąć, nasłonecznienie jest zazwyczaj w Polsce tak silne, że one chciałyby się zasuszyć? Sądzę, że postępując zgodnie z książkowymi zaleceniami zaburzamy roślinom ich naturalny – słoneczny - cykl pór roku. Myślę, że należy pozwolić roślinom dostosować się do naszych pór roku tak jak dostosowało się dendrobium harveyanum. Nie tylko u mnie zresztą i nie tylko ono. Książki nakazują nam zasuszanie roślin na zimę. Ja proponuję, trzymanie roślin przez cały czas z nieograniczonym dostępem do wody i nawożenie ich tylko wtedy gdy rosną i zawsze gdy rosną. Niech dopasują się do przebiegu naszej pogody. Jeżeli w strefie monsunowej wiosna jest po długim okresie słonecznych upałów, to u nas przypadnie to zazwyczaj w lipcu/sierpniu po wiosennej suszy. Jakoś nie zamierzam się przejmować tym, że w listopadzie jest ciemno i dzień krótki. Skoro bez doświetlania regularnie zakwita mi Maikai na Boże Narodzenie to znaczy, że ma wystarczająco dużo światła. Wszyscy którzy bazują na doświadczeniach z uprawy w szklarni będą protestować. Ale, aby nie przegrzać szklarni stosuje się w nich cieniówki i rośliny nie maja tyle słońca co moje na parapecie. Więc rosną od maja. U mnie wolą we wrześniu. Tylko dotąd nie potrafiłem tego wykorzystać.

środa, 4 listopada 2015

Prawdy objawione o storczykach, czyli co robię źle-część 1

Przez cały ten czas, kiedy zajmuję się storczykami, zetknąłem się z wieloma mitami dotyczącymi ich uprawy. Często są to famy tak szkodliwe, że doprowadzają do śmierci danego okazu, a w najlepszym razie roślina rośnie kiepsko i nie kwitnie. Najwyższy czas rozprawić się z bezsensownymi aksjomatami!

1. Po przesadzeniu/podziale storczyka trzeba przesuszyć, żeby rany się zabliźniły, a korzenie zaczęły "szukać" wody: nie, nie i jeszcze raz nie! Przesadzanie, a tym bardziej podział, to duży stres dla rośliny. Jeśli po takim zabiegu wody nie będzie pod dostatkiem, to często trzeba się z danym okazem pożegnać lub długo dochodzi on do siebie. Nigdy nie należy przesuszać storczyka po przesadzaniu, a tym bardziej po podziale.

2. Schemat podlewania storczyków to mokro/sucho: kolejne pudło! W naturze storczyki praktycznie nie doświadczają stanu całkowitej suszy, a nawet jeśli ich korzenie wysychają na wiór, to nie trwa to długo. Zawsze należy uważnie zapoznać się z arkuszem uprawy danego gatunku, a w szczególności z danymi klimatycznymi z naturalnego siedliska. To najlepsze źródło wiedzy. Np. Phalaenopsis, zarówno gatunki jak i hybrydy, najlepiej się rozwija przy nieograniczonym dostępie do dobrej jakościowo wody. Zero przesuszania!

3. Storczyki to normalne rośliny: nie, niemal w niczym nie przypominają innych roślin doniczkowych, poza tym, że przeprowadzają fotosyntezę. Istnienie storczyków od momentu wykiełkowania nierozerwalnie związane jest z mikoryzą, czyli mutualistyczną relacją z "dobrym" gatunkiem grzyba (dobrym, czyli niechorobotwórczym). Nie jest to ewenement wśród roślin, jednak mikoryza należy raczej do rzadkości. Storczyki są roślinami jednoliściennymi, więc bliżej im do cebuli niż do petunii. Najważniejszym czynnikiem decydującym o powodzeniu w ich uprawie jest woda-jak najlepszej jakości, dostarczana obficie w okresie aktywnego wzrostu, z pełnym szacunkiem dla danych klimatycznych z rodzinnych stron danego gatunku.

4. Storczyki trzeba nawozić jak inne rośliny, bo nie urosną i nie zakwitną: błąd! Całkowicie błędne myślenie. Czy w naturze ktoś storczyki nawozi? Chyba tylko ptaszek, który załatwi się w ich pobliżu. Storczyki czerpią sole mineralne z rozkładającej się materii organicznej, owszem, ale są tą bardzo niewielkie ilości. A sama woda deszczowa jest prawie czysta chemicznie, nie licząc rozpuszczonych gazów czy zawieszonych cząstek stałych. Dlatego świetne efekty przynosi podlewanie storczyków wodą destylowaną lub z filtra RO bez żadnych dodatków. I rosną, i kwitną. Najwięcej spustoszeń w kolekcjach robi nieumiejętne i zbyt obfite nawożenie. W tej kwestii bez konduktometru ani rusz, bo roztwór nawozu nie może mieć więcej niż 150 mikroS, jeśli chcemy być pewni, że jego użycie jest bezpieczne i nie uszkodzi korzeni, które są na sole mineralne najbardziej wrażliwe. Pewne gatunki nie tolerują wody o przewodności większej niż 50 mikroS-zwykle są to gatunki wysokogórskie, gdzie woda jest ultraczysta. W ich przypadku trzeba się kilka razy zastanowić, czym nawozić i czy w ogóle to robić. Kwestii nawożenia poświęcę osobny wpis.

Kolejna część mitów dotyczących uprawy storczyków już wkrótce.





poniedziałek, 2 listopada 2015

Storczyki do hydroponiki-część trzecia (podsumowanie)

W tym poście chciałbym podsumować najważniejsze informacje dotyczące uprawy storczyków w hydroponice oraz zwrócić uwagę na kilka nowych aspektów.

Dekalog hydroponiki
1. Woda musi być jak najlepszej jakości-destylowana, RO, deszczowa. Kranówka się nie nadaje.
2. Wskaźnik poziomu wody powinien wskazywać po podlaniu optimum, a kiedy spadnie do minimum, wody dolewamy.
3. Co najmniej raz w miesiącu trzeba całkowicie wymienić wodę w osłonce na czystą. Lepiej jednak ten zabieg przeprowadzać częściej-raz w tygodniu.
4. Jeśli na granulacie pojawią się wykwity soli mineralnych, trzeba go bezwzględnie przepłukać czystą wodą, żeby rozpuścić nadmiar nawozów. Świeżo kupiony keramzyt również płuczemy-przez tydzień, wymieniając wodę codziennie.
5. Roztwór nawozu powinien być bardzo słaby, na poziomie maks. 150 mikroS (ok. 75 ppm). Używamy nawozów wysokoazotowych (azot w formie azotanowej), najlepiej dolistnie. Poza okresem wzrostu nie nawozić.
6. Utrzymujemy poziom wody przez cały rok. Nawet rośliny typowo przechodzące suchy okres spoczynku trzymamy w czystej wodzie (bez nawozu). Trzeba zwrócić uwagę na "zimne" parapety, np. granitowe-na takich trzeba pod każdą doniczkę podłożyć np. styropian lub tekturę, żeby je odizolować.
7. Jeśli po przeniesieniu do hydroponiki korzenie gniją, nie należy ich usuwać, tylko kilkukrotnie przepłukać podłoże wodą.
8. Tuż po posadzeniu można w miarę możliwości wystawiać rośliny na deszcz, żeby mieć pewność, że wszelkie sole z granulatu zostaną wypłukane.
9. Zestaw do hydroponiki obejmuje osłonkę, ażurowy wkład, wskaźnik poziomu wody i granulat (keramzyt). Wkład można wykonać samemu, dziurawiąc w odpowiedni sposób zwykłą doniczkę.
Wskaźnik nie jest niezbędny-ja zaznaczam permanentnym markerem optymalny poziom wody z boku doniczki (około 2 cm od dna). Podlewanie potem jest bardziej kłopotliwe, bo trzeba za każdym razem wyjąć wkład z osłonki i sprawdzić, jaki jest poziom wody (rozwiązanie to przezroczysta osłonka).
10. Porzucić wszelkie prawdy objawione dotyczące uprawy storczyków :)

Zachęcam do eksperymentowania! Na początku z 1-2 roślinami, żeby w razie niepowodzenia nie być rozczarowanym. Ale przestrzegając powyższych zasad powinno pójść jak z płatka. Swoją pierwszą roślinę wsadziłem do hydroponiki 9 września tego roku, była to Stanhopea tigrina w kiepskim stanie z powodu przenawożenia. Wszystkie liście w plamach, a korzenie martwe. Teraz, po 1,5 miesiąca w hydroponice, odrzuciła 2 z 3 starych liści, a nowy przyrost cieszy oczy soczystą zielenią. I to bez plam! Obecnie uprawiam hydroponicznie około 60 okazów, pozostałe w mchu albo na podkładkach. Zupełnie odszedłem od kory. Ale żeby eksperyment z hydroponiką się udał, trzeba mieć nieograniczony dostęp do świetnej jakościowo wody, a jedyny na to sposób to filtr odwróconej osmozy. Odkąd go zamontowałem, moje storczykowe życie wywróciło się do góry nogami. Mimo że storczyki nawożę tylko dolistnie bardzo słabym roztworem (40 mikroS przy nawozie wieloskładnikowym i 100 mikroS przy saletrze), to i tak keramzyt, zwłaszcza w pierwszym okresie po posadzeniu rośliny, wymaga częstego płukania. Wszystko to kontroluję przy pomocy konduktometru. Keramzyt jako podłoże ma doskonałe właściwości, nie rozkłada się, jest obojętny chemicznie (po wypłukaniu), zatrzymuje dużo powietrza. Jednak ma niemal zerową pojemność buforową, dlatego nawozić trzeba z wielką ostrożnością. Bez miernika TDS lub konduktometru nie odważyłbym się nawozić storczyków w hydroponice. Przed rozpoczęciem swojej przygody z tym sposobem uprawy radzę dobrze przemyśleć, czy hydroponika to dobra opcja. Rezultaty są świetne, jednak najpierw trzeba ponieść pewne towarzyszące wydatki, aby na dłuższą metę takie rozwiązanie się sprawdzało. Za kilka miesięcy podzielę się kolejnymi refleksjami dotyczącymi uprawy storczyków w hydroponice.




środa, 21 października 2015

Storczyki oczami Marka Siwika-część druga

Poniższy tekst pochodzi z forum orchidarium.pl i został opublikowany na blogu za zgodą jego autora, Marka Siwika. Pisownia oryginalna.

Storczyki potrzebują podłoża. Po to by nie plątały nam się luzem po parapecie. I w zasadzie to jedyny powód. Podłoże moim zdaniem nie ma większego znaczenia. Sprawdza się keramzyt, styropian, grodan, kora, mech. Podłoże może być drobne ale mogą być grubsze kawałki. Widziałem katleje uprawiane w plastikowych pojemnikach całkiem bez podłoża z pięknymi korzeniami. To jakiego podłoża użyjemy zależy od naszych preferencji i umiejętności ich w nim nawadniania.
Każde podłoże po jego namoczeniu stopniowo wysycha. Część wody pobiera roślina ale sporo odparowuje. Odparowanie następuje na powierzchni podłoża a z głębi doniczki na powierzchnię, kapilarami podsiąka woda. Odparowując pozostawia to co było w niej rozpuszczone i na powierzchni podłoża stopniowo odkładają się sole. To te odkładające się sole są odpowiedzialne za zamieranie młodych korzeni a czasami pędów kwiatowych i młodych przyrostów. W szklarni tego nie widać bo sole są spłukiwane gdy lejemy wodą z góry. W doniczkach nie mamy takiej możliwości i na dodatek wody odparowuje więcej bo na parapetach jest niższa wilgotność powietrza niż w szklarni. Jeżeli jesienią, na początku sezonu grzewczego nie wypłuczemy solidnie podłoża z używanych latem nawozów to około listopada/grudnia mogą nam zamierać rośliny bo przy podstawach naszych storczyków zasolenie silnie wzrośnie. Już trzeci raz wymieniam jesienią podłoże na solidnie wypłukane i skończyły się jesienne kłopoty z korzeniami. Po falenopsisach które mam w biurze widzę, że najlepszą metodą podlewania w korze jest – opisane na tym forum (http://www.orchidarium.pl/rodzaje/index.html - phalaenopsis) namaczanie całej bryły korzeniowej przez godzinę. Oprócz namaczania następuje także płukanie.
Wody storczyk ma mieć dużo. I ma być dostępna dla roślin. Dostępna – to znaczy tak czysta, żeby storczyk mógł ją wypić. Sam używam do hydroponiki wodę z filtra odwróconej osmozy. Ale w pracy do nawadniania falenopsisów używam kranówki przepuszczonej przez filtr Brita. I falenopsisy dobrze na niej rosną. Woda ta ma przewodnictwo blisko 500µS, które po przefiltrowaniu spada do ok. 400µS. Widocznie zawarty w wodzie wapń im nie przeszkadza. Falenopsis w typowej doniczce po godzinnym moczeniu całej bryły korzeniowej waży o 80-90g więcej niż przed moczeniem i całą tą wodę zużywa w 2-3 dni. Doniczka jest już lekka ale korzenie nie całkiem srebrne. Ja moczę je zazwyczaj 3x w tygodniu ale na innym parapecie może to trwać dłużej. Dodatek nawozu na poziomie 80µS sprawia, że czas wypijania wody z nawozem wydłuża się o połowę i doniczka wymaga moczenia dopiero po 4-5 dniach. Niby niewiele a jednak dostępność wody z nawozem jest wyraźnie gorsza niż tej bez nawozu. Tak traktowane falenopsisy trzymam w ciężkich osłonkach. Osłonki nie powodują gnicia korzeni gdy podłoże jest dobrze wypłukane no i falenopsisy nie wywracają się i nie łamią. Tylko jeżeli osłonka jest ściśle dopasowana do doniczki godzinę później usuwam resztki wody. Gdy osłonka jest luźna nie ma takiej potrzeby. Tak traktowane falenopsisy bezproblemowo rosną i dwa razy w roku wydają nowe kwiatostany.
Podobnie dzieje się w hydroponice. Jeżeli podaję pożywkę z nawozem na wodzie RO, to przy 200µS część storczyków przestaje pobierać wodę a przy 300µS praktycznie wszystkie już nie piją. Za każdym razem czystą wodę pobierają silnie a zbyt stężonych roztworów nawozów nie chcą. Woda w której przewodnictwo jest spowodowane dolomitem roślinom nie szkodzi. Myślę, że każdy storczykomaniak powinien sobie sprawić konduktometr lub TDS aby kontrolować zasolenie wody i odcieku po moczeniu storczyków. Najtańsze TDSy można już kupić w sieci poniżej 60zł razem z przesyłką i myślę, że wydatek ten się zwróci.
Dlatego (przynajmniej na jakiś czas) przestałem rok temu nawozić doglebowo. Obecnie nawożę wyłącznie dolistnie. Spryskuję rośliny nawozem 2-3 razy w tygodniu. Jakiś czas temu znalazłem ten artykuł http://www.firstrays.com/PDF/What_Do_Orchids_Eat.pdf . Przeczytałem i zrobiłem sobie 10% roztwór saletry amonowej. Początkowo spryskiwałem wyłącznie saletrą stosując jej 1cm³/litr wody. Po ok.3 miesiącach zacząłem co trzeci raz używać Florowitu w takim samym rozcieńczeniu a od września zwiększyłem dawki tych nawozów do 2cm³/litr. Myślę, że wrócę do tych mniejszych dawek oraz do podawania nawozów również do pożywki ale tylko roślinom silnie ukorzenionym i w danej chwili rosnącym. Jeżeli chodzi o sam artykuł – chociaż się sprawdziło to nadal mam wątpliwości czy azotu jednak nie za dużo a czas stosowania jest zbyt krótki by mieć pewność.





niedziela, 18 października 2015

Storczyki do hydroponiki-część druga

Napiszę straszną herezję: storczyki wcale nie muszą przesychać między podlewaniami. Więcej-jeśli mają stały dostęp do wody, rosną o wiele lepiej. Sprawdziłem to na "skórze" moich storczyków, wtedy jeszcze uprawianych w korze. Przez cały sezon wegetacyjny na podstawce stała woda (na poziomie 2-3 cm). Efekty mnie zaskoczyły. Potem jednak przyszło zderzenie z rzeczywistością, bo na liściach pojawiły się tajemnicze plamy. Wirus, grzyb, bakteria? Otóż nie. Zaburzenia fizjologiczne. Rośliny zostały przeze mnie przenawożone. Radośnie pompowałem w nie nawóz w nadziei na lepszy wzrost i rychłe kwitnienie. Ale bardzo się pomyliłem.

Uprawa hydroponiczna ma tą przewagę nad uprawą w korze czy jakimkolwiek innym substracie, że użyty w niej granulat nie ulega rozkładowi. Jest czysty i estetyczny. Poza tym odpada kłopot z podlewaniem polegającym na namaczaniu, przelewaniu, spryskiwaniu... To ogromna oszczędność czasu. Nie wspomnę o lepszych efektach uprawy. Żeby to się udało, woda musi mieć odpowiednią jakość. Rośliny w hydroponice trzeba podlewać wodą o jak najlepszych parametrach: destylowaną, z filtra RO lub deszczówką zebraną w czasie długotrwałych opadów. Tylko takie postępowanie daje szansę na sukces. Drugą niezwykle ważną kwestią jest nawożenie: po przeniesieniu storczyka z kory do hydroponiki przez co najmniej kilka miesięcy (do roku) trzeba go "przegłodzić". Literalnie zero nawozu. W tym czasie mógłby on przynieść więcej szkody niż pożytku. Z autopsji wiem, że pokusa jest wielka, ale trzeba się powstrzymać i dać roślinie odetchnąć.

Przychodzi moment, kiedy trzeba wznowić nawożenie. Ogólna zasada jest taka, niezależnie od sposobu uprawy: korzystamy z roztworów BARDZO ROZCIEŃCZONYCH. Absolutne maksimum to 150 mikroS (znowu przyda się miernik TDS), ale bezpieczniej stosować roztwory o mniejszej przewodności. Zamiast lać do osłonki, można zastosować nawożenie dolistne z równie dobrym skutkiem, a mniejszym ryzykiem uszkodzenia korzeni. Jakie nawozy stosować? Najlepiej do roślin zielonych (sic!) z przewagą łatwo przyswajalnego azotu w formie azotanowej. Należy zwracać na to uwagę, ponieważ storczyki nie przyswajają mocznika (czyli azotu amidowego) ze względu na brak bakterii nitryfikacyjnych w podłożu. Zastosowanie nawozu "do zielonych" może zaskakiwać, ale orchidee potrzebują bardzo mało fosforu, natomiast potas w nadmiarze może być nawet toksyczny. To właśnie jego przedawkowanie doprowadziło do powstania szpecących plam na moich storczykach. W jednej z publikacji (o niej w którymś z kolejnych postów) podano, że stężenie potasu w roztworze nawozu powinno być mniejsze niż 10 ppm (ppm=część na milion). Dobre efekty przynosi również zastosowanie saletry amonowej w bardzo małym stężeniu-1 ml roztworu roboczego o stężeniu 10% na 1 litr wody. Jeśli nawozimy dolistne, zabieg należy wykonywać 2-3 razy w tygodniu, ale tylko w okresie wzrostu!

Nasuwają się pytania: kiedy jest dobry moment na przeniesienie do hydroponiki, czy wszystkie rodzaje się do tego nadają? Generalnie każdy moment jest dobry, z każdą rośliną można spróbować. Najlepiej przeprowadzić zabieg wtedy, kiedy rosną nowe korzenie. Większe szanse na sukces są w przypadku rodzajów o dużych wymaganiach co do ilości wody jak Paphiopedilum, Phragmipedium, Masdevallia, Stanhopea, Lycaste. Ale może się udać z każdym innym. Polecam eksperymentować w pierwszej kolejności z okazami, które z różnych powodów kiepsko się mają, np. straciły korzenie. Hydroponika to szansa na ich odrodzenie na podobieństwo feniksa z popiołów.




sobota, 3 października 2015

Storczyki oczami Marka Siwika-część pierwsza

Poniższy tekst opublikowano na stronie orchidarium.pl i został udostępniony na blogu za zgodą jego autora, Marka Siwika. Pisownia oryginalna.

Pięć lat temu zrezygnowałem z "tradycyjnych" metod uprawy storczyków bo efekty były dla mnie niezadawalające. Zdałem sobie sprawę, że większość porad pisanych było przez osoby uprawiające je w szklarniach a moje stały na parapecie. Doszedłem do wniosku, że podstawowym problemem jest u mnie zbyt mała ilość wody i niemożność właściwego nawadniania ponad setki doniczek. Zająłem się więc hydroponiką. Z czasem okazało się, że to nie tylko woda. Aby wyjaśnić, trzeba zacząć od początku.
Uprawa storczyków jako taka a na parapetach w szczególności jest bardzo trudna dla mieszkańców strefy umiarkowanej. Na uprawę roślin patrzymy przez pryzmat naszych doznań i doświadczeń zebranych wcześniej w ogródku lub uprawie pelargonii w skrzynce balkonowej. Rośliny rosnące wokół nas mają przystosowania do klimatu umiarkowanego. Są ściśle związane z glebą a ich wzrost skorelowany jest z porami roku. Jest dla nas naturalne, że rośliny zaczynają rosnąć wiosną, kwitną, wydają owoce a potem jesienią obumierają lub wstrzymują wzrost do następnego sezonu. Przywiązanie do gleby sprawia, że naturalnym odruchem jest dla nas sadzenie roślin w doniczkach, ich podlewanie i nawożenie doglebowe.
Storczyki natomiast są epifitami a więc roślinami całkowicie oderwanymi od gleby. Na dodatek powstały i ewoluowały w odmiennym klimacie - w którym nie ma wyraźnych 
pór roku a jeśli nawet są to inaczej zaznaczone.
Aby zrozumieć czym jest epifit, czego potrzebuje, spróbujmy pomyśleć jak powstał.
Rośliny konkurują, ze sobą o wodę, składniki mineralne ale przede wszystkim o światło. To światło jest podstawą ich egzystencji, dostarcza im pożywienia. Rośliny są w stanie rosnąć w niskich i wysokich temperaturach, w wodzie i na pustyni. Nie są jednak w stanie rosnąć np w ciepłej wilgotnej jaskini bo tam nie ma światła. Konkurując o światło w pierwszej kolejności wybrały najprostszą metodę – wzrost do góry. Wiąże się to jednak z bardzo dużym wydatkiem energetycznym na utworzenie silnego, wysokiego pnia, silnie rozpostartych, mocnych korzeni aby ten pień utrzymać w pionie a przy okazji zaopatrzyć w wodę i składniki mineralne. Znalazły się więc rośliny, które wykorzystały dla swoich potrzeb stojące już, gotowe podpory. Te nowe rośliny oszczędzając energię budują cienkie pędy – wystarczające do zaopatrzenia 
rośliny w wodę glebową ale niezdolne do utrzymanie rośliny w pionie. Pnącza, bo o nich mowa potrafią urosnąć rocznie kilka metrów w górę i w krótkim czasie dotrzeć do światła wysoko w koronach drzew choć ich łodygi mają ledwie kilka cm średnicy. 
Gdy przyjrzymy się pędom bluszczu, widzimy, że na całej ich długości powstają drobne korzonki. Ich zadaniem jest mocowanie pędów do podpory – pnia drzewa po którym się wspina. Jednak korzenie te trafiwszy na poduszkę mchu w rozgałęzieniu konarów szybko się wydłużają i zaczynają pobierać wodę i składniki mineralne z takiej "doniczki". Stąd już całkiem niedaleko do epifitów.
Epifity (w uproszczeniu) możemy sobie wyobrazić jako takie końcówki pędów pnączy którym słoń odgryzł podstawę. Nagle zostały pozbawione dostępu do wody glebowej i dostosowały się do pobierania wody deszczowej. 
Jeżeli popatrzymy na nasze lasy to takich roślin w zasadzie nie ma. Czasem spotkamy w wilgotnych lasach (np w górach) paprotki żyjące w szczelinach kory lub małą brzózkę na kominie starego domu ale rzadko. Aby powstać i się rozwijać epifitom potrzeba dużych ilości opadów w miarę równomiernie rozłożonych w ciągu całego roku. Ich ojczyzną są zatem równikowe lasy deszczowe. Miejsca w których przez 10 miesięcy codziennie leje a przez pozostałe dwa miesiące 3-4 razy w tygodniu pada.
Nawet w tak korzystnych wilgotnościowo warunkach epifity musiały wykształcić przystosowania umożliwiające im przetrwanie tych krótkich okresów bez deszczu. Powstały więc grube mięsiste liście lub bulwy. Ich zadaniem jest magazynowanie wody. Łodygi i liście pokryły się grubą, woskowatą skórą, lub gęstym kutnerem. Aparaty szparkowe stały się mniej liczne i ściślej się zamykają. Liście stały się sztywne, niewiędnące.
Niektóre epifity – jak np. bromelie - wytworzyły w kątach liści zbiorniki na wodę opadową. Aby wykorzystać panującą w środowisku wysoką wilgotność powietrza storczyki na korzeniach wytworzyły welamen. To tkanka której zadaniem jest zbierać i gromadzić wodę opadową oraz kondensować wodę z powietrza a potem oddawać znajdującym się wewnątrz wiązkom przewodzącym korzeni. Wszystkie te przystosowania pozwalają storczykom przetrwać bez deszczu od kilkunastu godzin do kilku dni. Są oczywiście gatunki wytrzymujące kilkunastotygodniowe susze lecz jest to przystosowanie wtórne związane z opanowywaniem suchszych siedlisk i specjalizacją nielicznych gatunków.
Epifity korzystające niemal wyłącznie z wody opadowej a więc zawierającej bardzo mało składników mineralnych, stały się bardzo oszczędne. Potrafią np. bardzo dokładnie oczyścić obumierające liście i pseudobulwy ze składników pokarmowych. Korzenie storczyków które od milionów lat nie stykają się z glebą stały się wrażliwe na zasolenie a ich główną funkcją jest teraz pozyskiwanie wody.
Dopiero rozumienie siedliska epifitów jako miejsca w którym codziennie pada, powietrze jest wilgotne, woda niemal destylowana, temperatura niemal stała w ciągu całego roku sprawia, że ich uprawa przestaje być skrajnie trudna.