Translate

wtorek, 18 kwietnia 2017

Storczykowa dieta

Storczykowa dieta... Ale czy storczyki w ogóle jedzą? Oczywiście, że tak! Tyle że ich menu obejmuje zupełnie inne produkty niż nasza. Dzisiaj chciałbym napisać kilka słów o nawożeniu storczyków.


Na rynku dostępnych jest coraz więcej nawozów do storczyków, co najmniej kilkanaście, przeważnie są to nawozy nieorganiczne, czyli tzw. sztuczne. Na przeciwnym biegunie znajdują się nawozy organiczne, np. na bazie humusu czy guano. Które wybrać? Oto jest pytanie. Jedne i drugie mają swoje zalety i wady, ale zacznijmy od podstaw. Czego właściwie storczyki potrzebują?


Głównym elementem, którego potrzebuje do wzrostu każda roślina, jest azot (N). Procentowy udział tego składnika powinien być w nawozie do storczyków największy, podczas gdy w żadnym z dostępnych na rynku preparatów taka sytuacja nie zachodzi. Orchidee są klasyfikowane jako rośliny kwitnące, dlatego w nawozach dla nich przeznaczonych przeważa potas (K) i fosfor (P), a nie azot. Jest to duże niezrozumienie ich wymagań. Azot powinien być przynajmniej w tym samym stężeniu co pozostałe elementy, a najlepiej żeby było go więcej. Storczyki mają zupełnie inną gospodarkę makroelementami niż rośliny naziemne, dlatego potrzeba im niewiele fosforu, a jeszcze mniej potasu. Dlatego z dostępnych w sklepach nawozów najbardziej godne polecenia są... nawozy do roślin zielonych! W nich stosunek NPK jest optymalny. Nawozy stworzone dla storczyków można włożyć między bajki. Nie chcę przywoływać konkretnych marek, ale niektóre mogą być nawet szkodliwe.


Sam azot to nie wszystko. Ważne jest jeszcze, w jakiej formie występuje. Storczyki jako w większości epifity przyswajają tylko azot azotanowy, ponieważ nie korzystają z aktywności bakterii nitryfikacyjnych. Wiele preparatów opiera się na azocie pochodzącym z mocznika, który dla storczyków może być zabójczy, jeśli dojdzie do jego kumulacji wokół korzeni. Zawsze należy zwrócić na to uwagę, wybierając konkretny nawóz. Czy istnieją zatem nawozy nieorganiczne godne polecenia? Zdecydowanie tak. Należą do nich nawozy wyprodukowane w gospodarstwach storczykowych takich jak Schwerter Orchideenzucht (świetny stosunek NPK i magnez!), Karge Orchideengarten i pokrewne.


A co z nawozami organicznymi? Przeważnie ich zastosowanie daje świetne efekty. Trudno spowodować przenawożenie, jednak z racji ich pochodzenia można przywlec niebezpieczne choroby bakteryjne i grzybicze (humus i guano nie są sterylizowane). Niemniej jednak warto rozważyć ich wykorzystanie w uprawie amatorskiej.


Teraz ważna, o ile nie najważniejsza kwestia: dawkowanie. Przepisy podawane na opakowaniach są wręcz zatrważające. Zwykle każą rozpuścić w 1 litrze wody 5-10 ml nawozu. Wystarczy sięgnąć po konduktometr, by się przekonać, że tak sporządzony roztwór ma kilka-kilkanaście razy za duże przewodnictwo, a co za tym idzie stężenie! Jakie mogą być tego efekty? Susza fizjologiczna, czyli zjawisko ucieczki wody z tkanek rośliny, a nawet "spalenie" korzeni. Nie chcę snuć teorii spiskowych, ale zastanawiające jest, że błędne dawkowanie znajduje się na każdym dostępnym na rynku nawozie... Jak poradzić sobie bez konduktometru? Przeważnie rozpuszczenie 1 ml nawozu w 1 litrze wody destylowanej/deszczówki/wody z RO daje bezpieczne do zastosowania stężenie. Nigdy nie używamy do przygotowania roztworu wody z kranu! Rośliny można podlewać, choć znacznie lepszą opcją jest opryskiwanie, bo pozwala uniknąć zasolenia podłoża. Jak często? W okresie wzrostu nawet przy każdym podlewaniu, ale co jakiś czas trzeba podłoże przepłukać czystą wodą. Poza okresem wzrostu nie nawozimy. Generalnie trzeba dobrać rytm nawożenia do każdej rośliny indywidualnie. Są gatunki bardzo żarłoczne, które wymagają nawet nawozu stałego o przedłużonym uwalnianiu jak Osmocote oraz takie o małych wymaganiach. Gwoli ścisłości: większość gatunków zadowoli się roztworem nawozu o przewodnictwie 150 mikroSiemensów, maksymalnie może to być 300 mikroSiemensów. Delikatne gatunki wysokogórskie wymagają niższych stężeń, około 50-75 mikroSiemensów.


Poruszone przeze mnie kwestie to tylko wierzchołek góry lodowej, ale mam nadzieję, że powyższe opracowanie okaże się pomocne w wyborze odpowiedniego preparatu do nawożenia storczyków. Jeśli chce się osiągać spektakularne efekty, zabieg zasilania jest niezbędny do optymalnego wzrostu i kwitnienia. Zawsze trzeba jednak zachować zdrowy rozsądek. W tym wypadku zgodnie z zasadą: lepiej za mało niż za dużo.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Osobisty kawałek lasu deszczowego

Ufff... 50 postów minęło jak jeden dzień, parafrazując słowa piosenki :) Dzisiaj chciałbym poruszyć kwestię warunków, w jakich uprawiamy storczyki. Kiedy jeszcze udzielałem się na różnego rodzaju forach, wielokrotnie spotykałem się ze stwierdzeniem "nie mam dla niego warunków". Myślę, że warto ten temat rozwinąć. Co to znaczy nie mieć warunków? Otóż storczyki mają swoje specyficzne wymagania, a my walczymy, by je spełnić. Przeszkód jest wiele... Ale po kolei.


Kiedy decydujemy się na uprawę orchidei, jedno jest pewne: to my musimy dostosować się do nich, a nie one do nas, jeśli chcemy oglądać ich wspaniałe kwiaty. Kosmopolityczny charakter ich występowania powoduje, że trudno w jednym mieszkaniu stworzyć warunki temperaturowe ciepłe, umiarkowane i zimne. Nie jest to jednak niemożliwe. W większości przypadków najłatwiej o warunki umiarkowane, takimi dysponuje bez zbędnych zabiegów większość z nas i takich potrzebuje większość najpopularniejszych gatunków i mieszańców. Co jednak z pozostałymi? Zimne warunki łatwo osiągnąć w naszej szerokości geograficznej tylko w pewnym okresie (jesień-wczesna wiosna), umiejętnie manipulując pokrętłem kaloryfera i rozszczelnionym oknem. Tak naprawdę najtrudniej o warunki jednostajnie ciepłe. Jednak niewielkim nakładem środków i pracy można je uzyskać.



Nie każdego stać na profesjonalne orchidarium. Prawda stara jak świat. Bardzo łatwo jednak przystosować do uprawy ciepłolubnych storczyków akwarium, a jeszcze łatwiej terrarium.
Akwarium: sam zbiornik to za mało. Trzeba do niego dorobić pokrywę. Najprościej zamówić u szklarza. Wymiary powinny być o ok. 1 cm większe niż długość i szerokość akwarium. Zawiasy najlepiej klejone z użyciem specjalnego kleju do szkła. Dostęp do roślin będzie tylko z góry, co trzeba wziąć pod uwagę.
Terrarium: właściwie nic nie trzeba dorabiać. "Drzwiczki" są przesuwane i położone z boku, więc dostęp do roślin jest bardzo prosty, a na zbiorniku można postawić dodatkowe okazy ;) Wentylacja grawitacyjna jest świetna, jednak w przypadku uprawy storczyków za bardzo obniża wilgotność powietrza, dlatego ja kratki zaklejam przezroczystą taśmą klejącą.




Co jeszcze? Oczywiście w środku bezwzględnie trzeba umieścić niezbędny sprzęt: termometr, higrometr i wiatraczki, które wymuszą ruch powietrza i sprawią, że nasz z zbiornik nie stanie się wylęgarnią wszelkiej maści grzybów. U mnie wentylatory pracują 24/7, ale znam osoby, u których sterowane włącznikiem czasowym włączają się tylko okresowo w ciągu dnia. Na dnie trzeba umieścić medium podnoszące wilgotność: mokry keramzyt, mech torfowiec (Sphagnum), seramis, itp. Jeśli akwarium/terrarium stoi na parapecie, sztuczne oświetlenie nie jest konieczne, choć przydaje się w okresie od jesieni do końca zimy, kiedy dni są pochmurne i krótkie. Najłatwiej wkleić wodoodporne taśmy ledowe, choć ich wydajność nie jest zbyt duża, lepiej sprawdzają się świetlówki (o oświetleniu być może powstanie osobny post, kiedy już zdobędę w tym temacie więcej doświadczenia).




Jakie są korzyści z uprawy w zbiorniku? Przede wszystkim mniejszy nakład pracy. Rośliny przesychają wolniej, bo mają wysoką wilgotność powietrza, ta z kolei stymuluje wzrost korzeni powietrznych i nowych przyrostów. Dobrze zaaranżowany zbiornik jest poza tym bardzo efektowny. Storczyki zaś mogą cieszyć się warunkami choć trochę zbliżonymi do naturalnych. Szczerze polecam każdemu! To wcale nie jest takie trudne ani kosztowne. A potem można sobie usiąść i obserwować, jak rosną...

niedziela, 9 kwietnia 2017

Oswoić Dendrobium

Rodzaj Dendrobium jest najbardziej licznym gatunkowo rodzajem wśród storczyków (ponad 1000 gatunków), prawdopodobnie również wśród wszystkich roślin wyższych. Należy także do moich ulubionych, być może właśnie przez tą różnorodność. Często spotykam się z opinią "Dendrobia mnie nie lubią", "są trudne w uprawie", itp. Chciałbym obalić te mity! Według mnie to bardzo chętne do współpracy i tolerancyjne storczyki, jednak jak każde mają swoje specyficzne wymagania.




Nie ma jednego przepisu na uprawę storczyków z rodzaju Dendrobium-przy tylu gatunkach wskazanie uniwersalnego "know-how" jest niemożliwe. Zawsze należy zapoznać się z arkuszem uprawy, zwłaszcza pod kątem temperatury i okresu spoczynku, wszak Dendrobia są organizmami kosmopolitycznymi. Są jednak pewne punkty wspólne, których znajomość znacząco ułatwia uprawę.




Dendrobia pochodzące z klimatu monsunowego (Azja Płd.-Wschodnia: Wietnam, Tajlandia, Laos, Kambodża, itd.) przechodzą dwie wyraźne fazy wzrostu: wegetatywną, czyli tworzenie nowych przyrostów, liści i korzeni; generatywną, czyli kwitnienie, wieńczące okres spoczynku. Bodaj czołowym przedstawicielem tej grupy jest gatunkowe Dendrobium nobile. Problem w uprawie polega na braku zrozumienia jego potrzeb. Podczas monsunu letniego w naturze warstwa chmur jest bardzo gruba i niewiele światła dociera do chloroplastów, natomiast opady są częste i bardzo obfite. W naszych warunkach klimatycznych podobne warunki występują... w zimie! I nie jest to przejęzyczenie. Moje Dendrobium nobile w zimie rośnie bardzo intensywnie. Stoi w chłodniejszym miejscu, ale jest podlewane normalnie. Od maja do października stoi na zewnątrz. Okres letniej suchej pogody z wysokim nasłonecznieniem i dużymi amplitudami temperatury roślina traktuje jak monsun zimowy w naturze, kiedy opady są niewielkie, a słońca dużo. Dlatego też regularnie od kilku lat moje Dendrobium zakwita w środy lata (lipiec lub sierpień) i to bardzo obficie. Analizując warunki naturalne takie zachowanie rośliny jest w pełni zrozumiałe. Jeżeli wymusimy okres spoczynku podczas naszej zimy, zahamujemy w ten sposób wzrost nowych pędów i pozbawimy się kwitnienia, a z czasem storczyk będzie coraz bardziej marniał. Taki schemat uprawy, o jakim napisałem, sprawdzi się w przypadku wszystkich monsunowych Dendrobiów przechodzących wyraźny okres spoczynku. Czynnikami indukującymi kwitnienie są przede wszystkim wysoki poziom światła i duże amplitudy temperatur.




Ze względu na duże rozpowszechnienie rodzaju Dendrobium niektóre gatunki występują w klimacie o w miarę jednostajnej temperaturze w ciągu roku. Należy do nich choćby Denrobium cuthbertsonii, ale jest o tyle wyjątkowe, że rośnie wysoko w górach, co wymusza chłodne warunki uprawy. Nie zmienia to faktu, że temperatura niewiele się zmienia z upływem czasu. Jest to czynnik utrudniający pielęgnację, ale z tym też można sobie poradzić, o czym pisałem szerzej w poście dotyczącym Dendrobium cuthbertsonii.




Należy pamiętać, że poza opisanymi wyżej kwestiami Dendrobia mają też swoje specyficzne wymagania uprawowe. Ich kłącza nigdy nie powinny być przesypywane grubą warstwą podłoża. Roślina ma być w nim zakotwiczona, ale nie przysypana, może to prowadzić do zagniwania nowych przyrostów. Substrat powinien być bardzo przepuszczalny, ale raczej drobny niż gruby, bo Dendrobia mają cienkie i liczne korzenie. Lepiej żeby podłoże szybko przesychało niż pozostawało długo wilgotne. Czasami warto przepłukać bryłę korzeniową czystą wodą, żeby pozbyć się nagromadzonych nawozów i produktów rozkładu podłoża, najcześciej kory. W okresie spoczynku, jeśli taki występuje, staramy się obniżyć temperaturę i mocno ograniczamy podlewanie. Niektóre gatunki, jak np. Dendrobium pierardii (aphyllum) trzeba suszyć i chłodzić tak długo, aż zrzuci wszystkie liście (nie wolno ich obrywać, zanim same opadną!). Takie postępowanie zapewni obfite i piękne kwitnienie.

Mam nadzieję, że to krótkie opracowanie pomoże w uprawie storczyków z rodzaju Dendrobium i sprawi, że wzbogacą niejedną kolekcję.

sobota, 25 lutego 2017

Storczyki-przewodnik po rodzajach: Psychopsis

To nie motyl na patyku, mów mi storczyku! 
Takie hasło promujące orchidee znalazłem dawno temu w miesięczniku ogrodniczym "Kwietnik". Rzeczywiście wiele z nich przypomina różne owady, jednak do motyla najbardziej podobny jest rodzaj Psychopsis. Nazwa co prawda na to nie wskazuje, ale wkrótce przekonacie się, że to prawda.

Mam znajomego, który bardzo długo marzył o posiadaniu Psychopsisa i z tego, co wiem, jego pragnienie się spełniło. Ja sam miałem wcześniej co najmniej dwa podejścia do tego rodzaju, ale za każdym razem kupowałem okazy młode, niezdolne do kwitnienia (ze względu na przystępną cenę). Rosły chętnie, ale bardzo powoli, a ja traciłem cierpliwość i je odstępowałem komuś z większym zasobem tej cnoty. W końcu w 2015 roku kupiłem dwa okazy należące do tej samej odmiany: Psychopsis Mariposa i Psychopsis Mariposa var. alba. Ponieważ przeżywałem wtedy zauroczenie uprawą hydroponiczną, oba trafiły do keramzytu. Mariposa zakwitła jedynie raz, natomiast Mariposa var. alba kwitła od tamtego czasu kilkunastokrotnie. Kilka tygodni temu, w ramach procesu "naturalizacji", przeniosłem bardziej kapryśną Psychopsis z powrotem do substratu z kory. Efekt był bardzo szybki-pojawił się długo wyczekiwany pąk, a potem kwiat. Obecnie roślina tworzy trzeci pęd kwiatowy obok dwóch już istniejących. Jakie warunki należy zatem zapewnić temu oryginalnemu storczykowi?


Temperatura: Psychopsis to zdecydowanie ciepłolubny rodzaj. Nie oznacza to jednak, że nie wytrzymuje niższych temperatur, jednak wyłącznie przy suchym podłożu. Optymalne są dla niej temperatury pokojowe w zakresie 18-26 stopni.

Światło: Powinno być go dużo, ale rozproszonego. Przy niedoborze światła Psychopsis nie kwitnie, a liście są blade i pozbawione marmurkowego wzoru. Okno wschodnie bez cieniowania jest najodpowiedniejsze.


 Podlewanie: Storczyki z tego rodzaju wymagają stale wilgotnego podłoża (dlatego hydroponika czasami się sprawdza). Podlewać należy obficie, potem pozwolić substratowi lekko przeschnąć przed kolejnym podlaniem. Woda jak w przypadku wszystkich storczyków musi być świetnej jakości. W okresie wzrostu nowych pseudobulw, który przebiega powoli i z pietyzmem, trzeba dostarczyć roślinie raz na 1-2 tygodnie pokarmu, jednak przygotowany roztwór nawozu musi być słaby, ok. 100 mikroSiemensów (czyli mniej więcej 50 ppm).


Podłoże: Jak już wspomniałem, jeden okaz z powodzeniem prowadzę w hydroponice, drugi dobrze się czuje w podłożu z grubych kawałków kory sosny śródziemnomorskiej i pumeksu. Substrat musi zatrzymywać wilgoć, a jednocześnie zapewniać dostęp powietrza do korzeni-z tego powodu zastosowałem glinianą doniczkę bez polewy. Wymusza to częstsze podlewanie, ale zapobiega gniciu korzeni.


Przesadzanie: Storczyki z tego rodzaju przyrastają wolno. Podłoże wymienia się, kiedy stare jest już rozłożone lub kiedy roślina wyrosła z pojemnika. Generalnie im mniej ingerencji w strefie korzeni, tym lepiej. Psychopsis potrafi długo potem dochodzić do siebie.


Podsumowując powyższe opracowanie, namawiam serdecznie do zakupu Psychopsisa nie tylko ze względu na jego ciekawe kształty i wytrzymałość na błędy uprawowe, ale przede wszystkim ze względu na specyfikę kwitnienia-pędy kwiatowe wydają nowe kwiaty jeden po drugim (w sprzyjających warunkach, czasem z przerwą w zimie) nawet przez kilka lat! Warto sięgnąć od razu po okaz z takim pędem, aby szybko móc cieszyć się widokiem kwiatów. Pozycja obowiązkowa każdej kolekcji.

niedziela, 19 lutego 2017

Storczyki do hydroponiki: Refleksje

Jesienią 2015 roku pomysłem przeniesienia storczyków do uprawy hydroponicznej "zaraził" mnie Marek Siwik. Po 1,5 roku testowania tej metody chciałbym dokonać jej krytycznej oceny. Muszę przyznać, że niewiele zostało z hurraoptymizmu, który miałem na początku. Ale po kolei...


Hydroponika wydawała mi się lekarstwem na wszelkie trapiące mnie bolączki, zwłaszcza lenistwo. Myślałem, że kiedy rośliny zaadaptują się do nowych warunków, będę tylko spijał śmietankę, podziwiając ich kwitnienia. Nic bardziej mylnego. Hydroponika okazała się o wiele bardziej pracochłonną i skomplikowaną metodą niż uprawa tradycyjna w korze/mchu/innych substratach. Owszem, w początkowym stadium rośliny reagowały bardzo dobrze. Do keramzytu wsadzałem wszystko, od Paphiopedilum po Cattleya. Czy jednak każdy storczyk nadaje się do hydroponiki? ZDECYDOWANIE NIE! Obecne uważam, że z racji swojego występowania w naturze (wzdłuż rzek i innych cieków wodnych, a więc na terenie podmokłym) dobrze w hydro rosną jedynie wspomniane Paphiopedilum i Phragmipedium. Z moich doświadczeń wynika, że pozostałe rodzaje zupełnie nie tolerują stale wilgotnych korzeni. Co ciekawe dotyczy to chociażby Phalaenopsis, które uprawiane metodą "mokrych stóp" w korze rozwijają się świetnie i obficie kwitną.


Oto najważniejsze problemy, z jakimi spotkałem się w uprawie hydroponicznej:
1. Szybka pozytywna reakcja na nowe warunki, następnie załamanie wzrostu, zwłaszcza w przypadku korzeni oraz młodych przyrostów, które nawet mocno podrośnięte potrafiły z nagła zgnić.
2. Trudności w nawożeniu-z racji niemal zerowej pojemności buforowej keramzytu nawożenie dokorzeniowe jest bardzo ryzykowne. Próbowałem nie nawozić, jednak z kiepskimi efektami. Rozkładająca się kora wbrew pozorom dostarcza wielu potrzebnych storczykom substancji.
3. Więcej obowiązków związanych z płukaniem podłoża, myciem pojemników (osłonek), konieczność badania parametrów wody do podlewania.
4. Zajmowanie dużej przestrzeni przez relatywnie niewiele roślin.


Reasumując, obecnie odchodzę niemal całkowicie od uprawy hydroponicznej na rzecz klasycznego substratu z kory i/lub mchu torfowca (Sphagnum). Jak zauważyła moja znajoma, gdyby hydroponika była tak niezawodną i prostą metodą uprawy storczyków, gospodarstwa storczykowe na całym świecie stosowałyby ją w produkcji na masową skalę. Muszę przyznać jej całkowitą rację. Niemniej zastosowanie hydroponiki w uprawie domowej nadal pozostaje ciekawą alternatywą i polem do dalszych eksperymentów. Od siebie radzę jednak zacząć od maksymalnie kilku mało wartościowych okazów zamiast ulegać czarowi osiągnięcia celu bez wysiłku. Uprawa storczyków to wspaniała pasja, jednak wymaga zaangażowania, systematyczności i analitycznego podejścia do pojawiających się trudności. Alternatywa w postaci hydroponiki na pewno nie jest przeznaczona dla początkujących.


P.S. Wszystkie powyższe kwitnienia udało się osiągnąć w uprawie hydroponicznej. Jedynym wyjątkiem jest widoczna na ostatnim zdjęciu Psychopsis Mariposa, która kwiaty rozwinęła dopiero po przeniesieniu do kory, wcześniej w hydro zasuszyła wszystkie pąki.

czwartek, 26 stycznia 2017

Storczykowe portrety: Dendrobium cuthbertsonii

Przede wszystkim witam po bardzo długiej przerwie w dodawaniu postów. Nie ukrywam, że życie bywa przewrotne. Problemy zawodowe sprawiły, że chciałem całkowicie zrezygnować z uprawy storczyków... Sytuacja się jednak ustabilizowała. Ograniczyłem liczebność kolekcji, ale nie potrafię porzucić tak pięknej i zajmującej pasji. Mam nadzieję, że dzisiejszym wpisem rozpocznę nowy etap tego bloga i spotkam się z zainteresowaniem czytelników.



Każdy z nas ma jakieś marzenia, większe lub mniejsze. Ja marzyłem o tym, aby stać się posiadaczem Dendrobium cuthbertsonii. Po raz pierwszy zobaczyłem je w 2010 roku na wystawie storczyków w Krakowie. Prezentowany okaz należał do pana Tadeusza Kusibaba. Byłem po prostu zachwycony! Dendrobia zainteresowały mnie wcześniej, jednak to było wyjątkowe. Maleńkie listki z "brodawkami", a na szczycie pseudobulw kwiaty gigantyczne w stosunku do wielkości całej rośliny. Do tego ta feeria barw... Żółty, biały, czerwony, różowy i ich kombinacje. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia.




Kolejnych 5 lat musiałem czekać na chwilę, kiedy pierwszy okaz gatunku Dendrobium cuthbertsonii trafił do mojej kolekcji, w sierpniu 2015 roku. Zakupiłem go w Salonie Orchidei, była to forma bicolor x red. Kiedy otrzymałem paczkę, nie mogłem się napatrzeć. Przez kolejne tygodnie opiekowałem się rośliną z wielką troskliwością. Zachęcony początkowym powodzeniem wprowadziłem do kolekcji kolejne odmiany kolorystyczne. Zacząłem stosować nowe metody uprawy, rozmawiałem na temat doświadczeń innych osób, również z zagranicy. Po ponad 1,5 roku uprawy chciałbym się podzielić własnymi spostrzeżeniami, tym bardziej, że właśnie zakwitł drugi w kolejności zakupiony przeze mnie okaz, który rozwinął kwiaty w kolorze białym, robiąc mi tym ogromną przyjemność.

Temperatura: Jest jednym z najważniejszych czynników w uprawie Dendrobium cuthbertsonii. W naturze gatunek ten występuje wysoko w górach. W ciągu dnia temperatura sięga około 30 stopni, jednak nocą dochodzi do gwałtownego i znacznego ochłodzenia, nawet do kilku stopni powyżej zera. W uprawie trzeba takie warunki naśladować. Ponieważ cuthbertsonii to maleńka roślina, utrzymywanie niewielkiej różnicy temperatur między dniem a nocą sprawi, że zużyje ona całe zapasy energetyczne i zamiast powiększać swoją masę, będzie stopniowo marnieć. Jeżeli nie dysponuje się przerobioną na zimne orchidarium witryną chłodniczą, jedynym rozwiązaniem jest chowanie Dendrobium na noc do lodówki (sic!). Brzmi to dziwnie, ale w ten sposób storczyk zostanie zachowany w zdrowiu, będzie rósł, a nawet zakwitnie. A jak już się to stanie, pojedynczy kwiat może utrzymać się nawet 10 miesięcy-u mnie rekord to niemal pół roku.



Woda: Kolejny ważny, o ile nie najważniejszy, czynnik uprawy. Wydaje mi się, że jest też przyczyną 90% przypadków niepowodzenia w uprawie tej rośliny. Woda do podlewania musi być bezwzględnie czysta, to znaczy pozbawiona soli mineralnych (miękka). Używam wody z odwróconej osmozy, deszczówka i destylowana też się nadają. Twarda woda doprowadzi do szybkiej śmierci Dendrobium, tak samo jak używanie nawozów w nadmiarze. Ten gatunek należy nawozić z wielką ostrożnością! Ja nie robię tego wcale. Jeśli chodzi o częstotliwość podlewania, to pojawia się tu ważna zasada: DENDROBIUM CUTHBERTSONII NIE MOŻE NIGDY WYSYCHAĆ. Jeśli nie jesteśmy w stanie spełnić tego warunku, to dajmy sobie spokój z uprawą, unikniemy rozczarowań. Próbowałem wielu sposobów, ale najlepiej sprawdza się:
1. uprawa w czystym Sphagnum w doniczce glinianej lub plastikowej,
2. uprawa w hydroponice z użyciem czystego seramisu.
Na podkładce i na doniczkach do montażu rośliny marniały. Należy pamiętać, że nie przechodzą okresu spoczynku. Warunki przez cały rok powinny być zbliżone.



Światło: Powinno go być dużo. Okno wschodnie jest najbardziej rozsądne. Południowe odpada, ponieważ większa ilość światła wiąże się z wyższą temperaturą. Dobrze doświetlone liście Dendrobium cuthbertsonii zwykle mają purpurowy odcień na spodniej stronie oraz zwarty pokrój. Zimą nawet na południowym parapecie nie będzie za dużo słońca.

Wilgotność powietrza: Również newralgiczny czynnik uprawy. Powinna być jak najwyższa. Swoje okazy uprawiam w szklanym terrarium z nieustannym ruchem powietrza wymuszonym przez wiatrak (wentylacja grawitacyjna za bardzo obniża wilgotność). Na pocieszenie dodam, że znam osobę uprawiającą Dendrobium cuthbertsonii wprost na parapecie, jednak wyłącznie w hydroponice i w obecności nawilżacza ultradźwiękowego.



Aby podsumować powyższe opracowanie chcę zaznaczyć, że jeśli spełni się pewne specyficzne wymagania tego gatunku, będzie on cieszył oczy przez wiele lat i wykaże się wielką żywotnością. A miejsce dla tak małej i urodziwej rośliny znajdzie się w każdej storczykowej kolekcji. Polecam, bo jej uprawa jest przygodą.



niedziela, 13 marca 2016

Biologia storczyków. Część 2.

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z uprawą storczyków, znanych było 25 tysięcy gatunków. Obecnie mówi się o 30, a nawet 35 tysiącach. Wielu z nich nigdy nie poznamy, bo jako endemity giną podczas rabunkowej eksploatacji lasów deszczowych, zanim zostaną odkryte i opisane. Niemniej jednak Storczykowate to największa rodzina w świecie roślin. Są niezwykłe pod wieloma względami, o czym wspominałem w poprzednim poście, ale na wyjątkową uwagę zasługuje proces zapylania.



Bez ogródek można stwierdzić, że kwiaty storczyków to wyspecjalizowane maszyny do rozmnażania. W sposób doskonały przystosowały się do zoochorii, czyli zapylania przez zwierzęta, przede wszystkim owady. Często przybierają kształt samych owadów, a nawet wydzielają substancje podobne do feromonów, by w ten sposób zwabić samce owadów, które wykonując ruchy kopulacyjne, zabierają ze sobą pyłkowiny i przenoszą na następne kwiaty. Niektóre gatunki tworzą natomiast kwiaty pułapkowe, jak np. Cypripedium czy Coryanthes. Jedyna droga ucieczki jest w nich wytyczona w taki sposób, że owad musi zabrać ze sobą niechciany bagaż-pyłek. Natomiast przedstawiciele rodzaju Oncidium wywodzący się z Ameryki Południowej, dzięki rozgałęzionym kwiatostanom drgającym przy najlżejszym powiewie (mają imitować rój), prowokują do ataku pewien gatunek błonkówek, który w ten sposób zapyla roślinę.



Kwiaty to właściwie pierwszy i najważniejszy powód naszego zainteresowania storczykami. Dlatego warto przyjrzeć się ich unikatowej budowie. Okwiat nie jest zróżnicowany na kielich i koronę jak u innych roślin wyższych; składa się jedynie z dwóch okółków listków: zewnętrznego i wewnętrznego. Trzy listki okółka zewnętrznego są bardzo do siebie podobne, natomiast trzy listki okółka wewnętrznego mają zupełnie inny od pozostałych kształt. Najbardziej wyróżnia się listek dolny, czyli warżka, stanowiąca lądowisko i powabnię dla zapylających storczyki owadów. Kwiaty storczyków są obupłciowe. Ziarna pyłku tworzą "pakiety" zwane pyłkowinami, natomiast same pręciki zrastają się ze słupkiem, tworząc prętosłup. Jego obecność jest cechą charakterystyczną przedstawicieli rodziny Orchidaceae.



Kiedy zgłębiamy wiedzę na temat interesującego nas gatunku, często napotykamy informację dotyczącą przechodzenia (bądź nie) okresu spoczynku. Zawsze należy na to zwrócić uwagę, ponieważ może to zadecydować, czy będziemy w stanie doprowadzić roślinę do kwitnienia. Okres spoczynku nie jest fanaberią storczyków, a przystosowaniem środowiskowym. Zwykle występują one w klimacie, gdzie rozkład opadów i temperatur nie jest równomierny w ciągu całego roku. Wymusza to na nich zmniejszenie tempa przemian metabolicznych wtedy, kiedy dostęp do wody staje się mocno ograniczony, a temperatura spada. Poprawa warunków przywraca normalną wegetację, a zwieńczeniem okresu spoczynku jest pojawienie się kwiatów. W uprawie parapetowej trzeba naśladować ten cykl. Ograniczenie podlewania i obniżenie temperatury, a czasami również zwiększenie natężenia światła (np. Dendrobium aggregatum czy jenkinsii) są konieczne do inicjacji kwitnienia, czyli "przestawienia" rośliny z fazy wegetatywnej (wzrostu) w fazę generatywną (rozmnażania). W przypadku wielu gatunków sprostanie tym wymaganiom stanowi spore wyzwanie.


Na koniec kilka słów o możliwościach uprawy storczyków w mieszkaniu. Najbardziej oczywistym miejscem wydaje się parapet okienny. Ma on niestety swoje ograniczenia w postaci grzejników, które od późnej jesieni do wczesnej wiosny mocno utrudniają życie naszym podopiecznym. Można temu zaradzić poprzez zaaranżowanie orchidarium, czyli zamkniętej przestrzeni (niepozbawionej jednak dopływu świeżego powietrza!) o podwyższonej wilgotności, np. akwarium z pokrywą lub specjalnie do tego celu wybudowanej gabloty. Wtedy można pokusić się o uprawę storczyków epifitycznych tak jak w lesie deszczowym-bez podłoża, na kawałku kory. To rozwiązanie dla bardziej zaawansowanych hobbystów. Zwykle storczyki wbrew swojej naturze lądują w doniczkach, w substracie z kory sosnowej. Trzeba jednak pamiętać, że ich korzenie nie są przystosowane do takiego sposobu uprawy, dlatego trzeba pozwolić zaczerpnąć im powietrza przed kolejnym podlaniem (czyli podłoże musi przeschnąć-nie mylić z wyschnięciem na wiór). Wyjątkiem są storczyki naziemne jak Paphiopedilum czy Phragmipedium, których korzenie nie potrzebują przeschnięcia. Co ciekawe, nie wymagają specjalnych mieszanek, świetnie radząc sobie w podłożu dla epifitów.

niedziela, 14 lutego 2016

Biologia storczyków. Część 1.

Wśród odbiorców tego bloga są zarówno osoby zaawansowane w uprawie storczyków, jak i początkujący amatorzy, a nawet zupełni laicy. Z myślą zwłaszcza o tych ostatnich przygotowałem wpis dotyczący biologii storczyków. Mam nadzieję, że jego lektura pozwoli na zrozumienie, jak bardzo te niezwykłe rośliny różnią się od innych uprawianych w naszych mieszkaniach, na balkonach i w ogrodach.


Storczyki zwykle kojarzą nam się z tropikami. Rzeczywiście te najbardziej atrakcyjne pochodzą ze strefy międzyzwrotnikowej. Jednak orchidee to rośliny kosmopolityczne, zasiedlające wszystkie strefy klimatyczne, również strefę klimatu umiarkowanego. W Polsce można je spotkać zwłaszcza na górskich łąkach i wzdłuż strumieni. Nasze rodzime gatunki różnią się jednak zasadniczo od tych tropikalnych-rosną w glebie, czyli są geofitami. A storczyki w dżungli rosną jako epifity.


Epifity to rośliny (nie tylko storczyki!), które rosną na gałęziach i pniach drzew, ale służą im one jedynie jako podpory, nie pobierają z nich wody ani substancji odżywczych, czym odróżniają się od np. jemioły, będącej półpasożytem (przeprowadza proces fotosyntezy, ale wodę z solami mineralnymi "podkrada" drzewu). Przystosowanie do życia wysoko w koronach drzew ma znaczenie ewolucyjne: pozwala wygrać epifitom nieustającą walkę o dostęp do światła słonecznego, które w lesie tropikalnym jest towarem najbardziej deficytowym. Storczyki poszły o krok dalej, bo potrafią również rosnąć na nagich skałach jako litofity.



Co umożliwia storczykom rozwój w koronach drzew? Przede wszystkim specyficzny sposób rozmnażania, bowiem tworzą one bardzo małe nasiona, niemal zupełnie pozbawione substancji zapasowych i niezdolne do samodzielnego kiełkowania. Do tego storczyki potrzebują grzyba: nasiona muszą zostać zainfekowane nitkami grzybni, która dostarcza im wody oraz cukru niezbędnego w procesie kiełkowania. Współpracę między rośliną a grzybem nazywamy mikoryzą. Wyróżniamy wiele jej typów, u storczyków występuje mikoryza endotroficzna, czyli strzępki grzybni nie są widoczne gołym okiem, lecz występują wewnątrz włośników. Odkrycie roli grzyba w procesie rozwoju nasion storczyków było milowym krokiem w uprawie na wielką skalę, zaczęto bowiem wysiewać je na sztucznych pożywkach bez udziału grzyba mikoryzowego. W ten sposób storczyki trafiły pod strzechy. W naturze nasiona są unoszone przez wiatr i osiadają w zakamarkach kory, gdzie przy ogromnej dozie szczęścia natrafiają na odpowiedni gatunek grzyba i kiełkują. Jest to bardzo powolny proces-wytworzenie pierwszego korzenia zajmuje czasem 4 lata, a pierwsze kwitnienie następuje po kolejnych 6-10 latach. Dlatego storczyki, aby przetrwać, wytwarzają ogromną liczbę nasion, sięgającą nawet 5 milionów w jednej torebce nasiennej.



Aby zasiedlić korony drzew, storczyki musiały odpowiednio zmodyfikować swoją budowę. Wyróżniamy dwa typy wzrostu: monopodialny i sympodialny. Storczyki monopodialne, np. Phalaenopsis, Vanda, Sedirea, Angraecum, Aerangis mają jedną główną oś pędu, wzdłuż którego wyrastają korzenie i liście, a wierzchołek posiada zdolność nieograniczonego wzrostu; brak organów zapasowych. Storczyki sympodialne, np. Dendrobium, Oncidium, Cymbidium, Stanhopea rozrastają się na boki dzięki kłączom i mają wiele przyrostów, z których każdy tworzy organ spichrzowy, czyli pseudobulwę. Pseudobulwa to zgrubiały nadziemny fragment łodygi, w którym zgromadzone są cukry i woda. Dzięki temu storczyki sympodialne mogą przetrwać okresy suszy. STORCZYKI EPIFITYCZNE NIE TWORZĄ BULW, taka nomenklatura jest błędem! Korzenie storczyków epifitycznych również posiadają wyjątkowe właściwości. Pokryte są warstwą martwych komórek, czyli welamenem, który chłonie wodę jak gąbka oraz umożliwia roślinie solidne przymocowanie do powierzchni kory. Aktywnie rosnące korzenie mają zwykle zieloną końcówkę, która jest bardzo wrażliwa i nawet dotyk może zahamować jej wzrost.

W następnym poście znajdą się informacje na temat zapylania, budowy kwiatu, okresie spoczynku oraz możliwościach uprawy w mieszkaniu.